Jest plan

Lipiec 29, 2014 w O Kacprze by Korneccy

Dzień, w którym do naszej rodziny dołączy Leon, zbliża się wielkimi krokami. Co więcej, znamy już konkretną datę, kiedy to się wydarzy, niemniej zachowamy ją jeszcze dla siebie, aby móc zgotować Wam niespodziankę. Te ostatnie dni i tygodnie upływają nam – nie inaczej – na przygotowaniach, szeroko zresztą rozumianych. Bardziej praktycznie – począwszy od przemeblowania naszej sypialni, bo ugościmy Leona właśnie tam w pierwszym okresie jego życia – przez wybór odpowiedniego materaca do jego łóżeczka – a skończywszy na odkurzeniu bardzo mądrej książki o pierwszym roku życia dziecka, którą dostaliśmy 5 lat temu od Kacpra babci (od tej, o której niestety możemy mu tylko opowiedzieć, nad czym stale ubolewamy, bo niewątpliwie wniosłaby wiele do jego życia), bo to i owo dobrze jest sobie przypomnieć. Przygotowujemy się mentalnie i uczuciowo, ale tu trzeba przyznać, że nie musimy się temu jakoś bardzo oddawać – czekamy na Lesia cierpliwie (ale nie mogąc się go już jednocześnie doczekać) i świadomi tego, jak wpłynie na życie naszej trójki. W tym oczekiwaniu i przygotowywaniach czujemy się dość wyluzowani, jeśli możemy tak to ująć – wiemy doskonale, że zadanie, jakie przed nami stoi (czyli krótko mówiąc: Kacper + Leon) nie należy do łatwych, ale jednocześnie jesteśmy pewni, że mu sprostamy i podołamy. Ta myśl i to przekonanie przyświeca nam przecież od chwili, w której zdecydowaliśmy się na powiększenie naszej rodziny, a było to poprzedzone dokładną analizą sytuacji.

Na narodziny Leona staramy się przygotować również Kacpra, dla którego będzie to przecież zmiana ogromna, prawdopodobnie największa, jakiej dotąd doświadczył. I to jest dopiero zadanie. Prawdopodobnie wszelkie nasze działania w tym zakresie spowodowały, że Kacper codziennie zadaje sobie pytanie kto to jest ten Leoś?! Nie ma co ukrywać, że to on dopiero będzie miał prawdziwą niespodziankę, kiedy ten Leoś w końcu pojawi się w jego życiu. Stan niespodzianki będzie się pewnie zresztą utrzymywał z każdym następnym dniem, bo Kacper będzie zaskoczony, że Leoś wciąż tu jest.

Przygotowania – przygotowaniami, ale to okres tak radosny, jak i męczący. Zwłaszcza w takich okolicznościach przyrody, jak obecnie. Już postanowiliśmy, że z trzecim dzieckiem celować będziemy tak mniej więcej w okolice maja. Przy Kacprze nieco narzekaliśmy, że rodzi się w zimie, że trzeba ubierać na cebulkę, że wózek pchać po śniegu ciężko – ale przynajmniej jego mama mogła w miarę swobodnie oddychać. Dzisiaj wieczorem, nie znajdując nijak innego ukojenia, po prostu położyła się na balkonie (uprzednio wynosząc nań materac), oznajmiając, że tam właśnie zostanie nie tylko na noc, ale i wręcz do porodu, bo na balkonie jest chłodniej, niż w domu. A tata Kacpra (nigdy się nie nauczy!) znów palnął, jak wtedy, kiedy Kacper przychodził na świat przez 14 godzin, błahe i nieprzemyślane ‚Kochanie, już niedługo’…

4 sierpnia kacperkowe przedszkole zamyka się na okres dwóch tygodni i przyznamy, że bardzo to nam nie na rękę, bo magiczny dzień wypada właśnie w tym okresie, kiedy Kacper będzie w domu, a to nastręcza pewnych komplikacji natury logistycznej – ale tu z pomocą przybywa ciocia Dominika, na którą zawsze możemy liczyć, a jakże – i z dalekiego północnego kraju przylatuje do nas już za kilka dni, aby wesprzeć nas w tych ostatnich chwilach jeszcze tylko z Kacprem – i tych pierwszych już z Kacperem i Leosiem.


Łuski odlane

Lipiec 23, 2014 w O Kacprze by Korneccy

W pewnym ośrodku pod Warszawą, którego jednym z profili działalności jest produkowanie rożnych ortopedycznych gadżetów ułatwiających szeroko rozumiane poruszanie się, od dzisiaj jest jeden pracownik (specjalista od tychże gadżetów), który każdemu kolejnemu dziecku, które będzie reagowało płaczem czy też krzykiem na jego działania (zmierzające do jak najlepszego dopasowania danego gadżetu do danej kończyny czy części ciała) będzie mógł powiedzieć: ‚spoko chłopie, miałem to kiedyś takiego delikwenta, który płakał bardziej’.

Niczego innego się nie spodziewaliśmy i lojalnie tegoż protetyka, któremu przyszło wykonać odlew kacperkowych stópek, uprzedziliśmy, że łatwo nie będzie – i mamy wrażenie, że tenże protetyk sam był zdziwiony, że się ostatecznie udało. Nie chodzi o to nawet, że stópki Kacperka są w tak złym stanie (bo co prawda wymagają korekcji, ale też jest dla niej spore pole), ale o to, że on za nic nie daje ich sobie ułożyć w odpowiedniej pozycji i im bardziej ktoś stara się to zrobić, tym bardziej Kacper się temu przeciwstawia i w takiej chwili dysponuje jakąś kosmiczną siłą. Było mnóstwo krzyku Kacpra, ale i sporo naszego śmiechu (protetyk również się nieraz zaśmiał, chyba nic innego mu nie pozostało, jak śmiać się i mieć nadzieję), bo naprawdę Księciunio wychodził z siebie, byle tylko dano mu spokój :)

Koniec końców prawie wszyscy byliśmy umazani w gipsie (Kacper, tata Kacpra i Pan protetyk, jedynie mama się cudem uchowała) ale można było odtrąbić sukces. Powstały gipsowe formy, które teraz posłużą do wyprodukowania łusek, w których będziemy mogli kontynuować proces pionizowania.


Dlaczego tak, a nie inaczej

Lipiec 22, 2014 w O Kacprze by Korneccy

Od jakiegoś czasu, głównie (o zgrozo!) w domu, Kacper prezentuje schemat zachowania, który trudno zaakceptować a nieraz nawet i wręcz zdzierżyć jest ciężko :) Piszemy, że głównie w domu, bo nic z tych rzeczy nie ma miejsca na spacerze czy na przykład podczas jazdy autem. A gwoli ścisłości spektakl zaczyna się już zazwyczaj w windzie, ale tylko, kiedy jedzie na nasze piętro.

Złoszczenie się, grymaszenie, ustawiczne marudzenie, krzyczenie, bicie siebie i innych (no przyznamy, że może raczej próby bicia, dość niezdarne – acz tak urocze, jak i martwiące), gryzienie – a gdyby Kacper mógł, to doszłoby do tego pewnie również tupanie nóżkami. Jako, że obserwujemy takich zachowań mnóstwo, staraliśmy się zgłębić temat i poszukać jakieś pomocy, aby sytuacja nie wymknęła nam się spod kontroli całkowicie (ale żadnych super niań nie zamierzamy zapraszać, choć rozważaliśmy powrót do jakiejś wersji karnego jeżyka). Znaleźliśmy ośrodek, do którego w najbliższym czasie się udamy, w którym być może uzyskamy poradę, w jaki sposób radzić sobie z kacperkowym zachowaniem w chwilach, kiedy woła ono o przysłowiową pomstę do nieba. Więcej na pewno będziemy mogli napisać dopiero po wizycie, ale trzeba przyznać, że wcale niełatwo jest wyszukać jakieś źródło pomocy czy też inspiracji, kiedy poszukuje się wskazówek na temat wychowania dziecka niepełnosprawnego, zwłaszcza z niepełnosprawnością tak głęboką, jaką prezentuje Kacper. I niestety nikt tego nie uczy, nie bardzo ma kto podpowiedzieć, a wszelkie sposoby i triki przeszczepione z procesu wychowawczego zdrowych dzieci niestety zawodzą (no i nie ma się co dziwić, są wszakże skrojone dla odbiorcy inaczej postrzegającego świat). Nikt tego nie uczy, a więc tym samym pewnie popełniamy masę błędów w tym zakresie (czemu również się nie ma co dziwić, bo niby czym mielibyśmy się kierować – intuicja zawodzi, wszelkie wyniesione z domu doświadczenia nijak się mają do naszej rzeczywistości – a i nie ma u kogo podpatrzeć, jak to się robi) i obecne zachowanie Kacpra to w jakiejś mierze również nasza wina – bo pewnie nie zareagowaliśmy w porę na pierwsze oznaki tegoż, że Kacper stawał się zwyczajnie niegrzeczny. Niemniej usilnie staramy się wybrnąć z tej sytuacji i udało już nam się wypracować remedium na niektóre te kacperkowe niegrzeczności, ale wciąż mamy nadzieję na uzyskanie fachowej pomocy.

Co również dla nas ważne, w toku naszych poszukiwań trafiliśmy na wielu rodziców dzieci niepełnosprawnych borykających się z identycznymi problemami! Ich dzieci zachowują się tak samo, jak Kacper, mają takie same nawyki i tak samo jak Kacper potrafią dać w kość :)

Zadanie jest o tyle ważne i pilne, że już za kilka tygodni przyjdzie nam pogodzić w jakiś sposób histeryczne zapędy dwóch już młodych kawalerów, z których jeden będzie chciał koniecznie przekrzyczeć drugiego. Konfrontacji Kacper – Leon nie możemy się już doczekać, zapowiada się o tyle interesująco, że Kacper wciąż ma w sobie te pokłady noworodkowej empatii, które każą mu dołączać się do każdego płaczącego dziecka, które usłyszy. A dzisiaj kupiliśmy mu koszulkę z napisem I’M THE BIG BROTHER :)

I słów kilka na temat przygody z komarem. W kilka godzin po umieszczeniu ostatniego zdjęcia sytuacja zrobiła się mniej zabawna, bo oto Kacper nie mógł już otworzyć oczka, tak mu spuchło. Dzisiaj, po kolejnym dniu aplikowania kropli do oczu i leków przeciwalergicznych opuchlizna ustąpiła, natomiast teraz Kacper wygląda jakby się z kimś pojedynkował, przy czym ten widok zachowamy już dla siebie, nie chcąc kusić losu ponownie :)


Utnij sobie komarka

Lipiec 19, 2014 w O Kacprze by Korneccy

Małe, wydawało się, ukąszenie komara nabyte przez Kacpra podczas wczorajszej przedszkolnej wycieczki do lasu (na nic zdały się jak widać wszelkie specyfiki, które tego komara miały odstraszyć i przegonić) wyewoluowało w nocy, pewnie pod wpływem ciepła, właśnie tak:

2