Jak z klasą napisać o kupie?

Sierpień 30, 2014 w O Kacprze by Korneccy

Ostatnimi czasy tak się tułamy od lekarza do lekarza, od specjalisty do specjalisty – tu kręgosłup, tu stópki, tam ząbki. I nadszedł czas na gastrologa i kacperkowy przewód pokarmowy.

Bo trzeba Wam wiedzieć, o czym gdzieś tam półsłówkiem bądź dwoma być może już wspomnieliśmy, że młody kawaler właściwie od zawsze ma problemy z niektórymi podstawowymi czynnościami fizjologicznymi. I może nie powinniśmy się o tym rozpisywać (czy wypada?), ale przecież te problemy dotykają Kacpra wielce na takim bardzo podstawowym poziomie, i co ważne – nie tylko jego, bo i inne dzieci z podobną do Kacpra historią i przygodami, również. I chcemy pokazać, że niepełnosprawność ma bardzo wiele aspektów i nie dotyka wybiórczo, ale całą daną osóbkę czy też osobę, w pełnym jej wymiarze, kompleksowo. Kacper ma napady, nie mówi, nie siedzi, nie chodzi, nie umie pić z kubeczka i tak zwyczajnie, po ludzku – ma ogromne problemy ze zrobieniem kupki.

Przyczyn jest kilka – obniżone napięcie mięśniowe; pokaźne ilości leków, jakie przyjmuje; relatywnie mało ruchu – i na sam koniec również padaczka, nie inaczej – bo ona zabiera wszystko i hurtowo. Nie pierwszy raz wybraliśmy się do gastrologa, aby zasięgnąć opinii, co jeszcze możemy zrobić, aby w tej materii chłopakowi ulżyć (o odpowiedniej diecie nawet tutaj nie wspominamy), ale do tej pory nikt tak jednoznacznie i jasno, jak dzisiaj właśnie, nam sytuacji nie wyjaśnił i nie wytłumaczył. Przede wszystkim zatem – tak będzie zawsze, bo zawsze Kacper będzie brał leki, a to one mają tu znaczny wpływ. Tak będzie zawsze – i mamy bardzo małe pole manewru. Zanim jednak napiszemy, co nam pozostaje, nadmienimy, że Kacper potrafi się nie wypróżniać przez tydzień i więcej, a potem, jak już przyjdzie co do czego, to akt ten jest okupiony ogromnymi cierpieniami i nawet nie spróbujemy opisać, co się wtedy dzieje w domu – kto widział, ten wie… Także – mamy małe pole manewru, ale: możemy śmiało podawać Kacprowi większą dawkę magicznych medykamentów, które co nieco ułatwiają – i w żaden sposób mu nie zaszkodzimy (a do tej pory gospodarowaliśmy tą dawką bardzo oszczędnie). Co więcej – i witamy tą wiadomość z prawdziwą radością – wprowadzamy prostą zasadę: trzy dni bez kupki i możemy zafundować Kacprowi najzwyczajniejszą lewatywkę. I nie bójmy się tego słowa, sam prezydent Komorowski ostatnio przypominał, że tradycje jej powszechnego stosowania sięgają czasów monarchii Austro-Węgierskiej. Mimo, że brzmi to dość dramatycznie, to dla nas jednocześnie wręcz jak wybawienie, bo ktoś w końcu dał nam do ręki narzędzie, którym możemy wpłynąć znacznie na książęce poczucie komfortu w tej drażliwej materii (przykrości związane z przyjęciem lewatywy mają się nijak do przykrości, jakie niesie ze sobą niezałatwianie się przez 10 dni na przykład). Oczywiście znane nam są i już się z nimi nawet w jakiś sposób zaprzyjaźniliśmy (i Kacper również) i gliceryna i inne czopki, ale po te sięgaliśmy również nieczęsto, bo nie chcieliśmy Kacpra do nich przyzwyczajać i nauczyć, że robimy wtedy kupkę, kiedy zaaplikują nam czopek (a on takie proste zależności łapie w mig). Byliśmy, widać, w błędzie.

I może to zabrzmieć banalnie, ale od dzisiaj będziemy spać spokojniej, i my – i Kacper. My, bo ze świadomością, że chociaż z tym możemy mu pomóc w sposób w sumie prosty, on – bo z pustymi jelitami.


Po drugiej stronie lustra

Sierpień 24, 2014 w O Kacprze by Korneccy

DSC_0296


Chłopaki nie płaczą

Sierpień 18, 2014 w O Kacprze by Korneccy

Tak jak wskazuje zdjęcie, które zamieściliśmy poprzednio – opuściliśmy już szpital (w sobotnie popołudnie) i dane nam jest już obcować ze sobą radośnie w warunkach domowych.

Leoś urodził się zgodnie z planem, we wtorek, 12.08, osiągając wagę nieco ponad 3 kg i wzrost 55 cm – i nie ma co ukrywać, z wyglądu jest bardzo podobny do ojca swego i starszego brata, kiedy ten był w jego wieku (tak naprawdę Leoś wygląda identycznie jak Kacper tuż po urodzeniu, jedyna różnica to włosy – leosiową główkę pokryły dość skąpo, Kacper natomiast przyszedł na świat owłosiony w stopniu znacznym). Poza lekką żółtaczką związaną z konfliktem serologicznym z mamą (zgadza się czynnik Rh, ale nie zgadza się grupa krwi – jutro wykonamy kontrolne badanie poziomu bilirubiny) – wszystko jest tak, jak być powinno i chyba nie ma się co nad tym rozwodzić, bo staramy się przestać notorycznie myśleć o leosiowym zdrowiu w kontekście kacperkowej historii. Dość powiedzieć, że pierwsze dwie doby z Leosiem doprowadziły nas prawie do szaleństwa, bo analizowaliśmy i na swój własny sposób interpretowaliśmy każdy jego gest, odruch czy każde zachowanie. Nie chcąc zwariować, staramy się tegoż zaprzestać, z różnym skutkiem, póki co.

Tymczasem z zapartym tchem obserwujemy rodzącą się relację między Kacprem i Leosiem. Chłopaki powoli porzucają twarde ignorowanie się i się już zauważają – i bezpodstawne okazały się nasze obawy, również póki co, że od samego początku zaczną się zgrzyty, bo obydwaj panowie będą w tej relacji niecierpliwi. Tymczasem Kacper na kwilącego Leosia reaguje aktualnie śmiechem i cieszy się na widok leosiowych nieporadnych ruchów rączkami i nóżkami, Leoś natomiast kompletnie nic nie robi sobie z kacperkowych wrzasków i pisków, zarówno tych wyrażających niezadowolenie, jak i oznajmujących światu jego dobry nastrój. Widać Leoś od maleńkości pojmuje, że taki już go czeka los, że te wrzaski i piski będą zawsze częścią jego życia :)

My natomiast uczymy się podstaw zarządzania dwójką dzieci, z których każde wymaga sporej atencji, właściwie jednakowej. Sukcesem dnia dzisiejszego jest wykąpanie obu młodych kawalerów, sprawnie i nie każąc żadnemu z nich czekać zbyt długo na swoją kolej :)

DSC_0236


Pierwsze koty za płoty

Sierpień 16, 2014 w O Kacprze by Korneccy

Poziom braterskiego wzajemnego zainteresowania, póki co, zerowy :)

DSC_0225