16

Telewizję oglądamy rzadko bądź wcale. A jeśli już, to raczej programy kulinarne i jeszcze jeden taki, dzięki któremu wiemy, co jemy i wiemy też, co kupujemy. Jeszcze rzadziej niż rzadko oglądamy telewizję razem. Niemniej wczoraj pewien program przykuł nas wieczorem do kanapy jak żaden inny od dawien dawna. Traktował o pewnej rodzinie. I wcale nie z dzieckiem niepełnosprawnym, czy też dziećmi – jak można by było domniemywać biorąc pod uwagę, że o tym programie i rodzinie piszemy. Otóż nie, dzieci, rodzice, wszyscy zdrowi. Chodzi o to jednak, że dzieci było 16 (słownie: szesnaście, szesnaścioro). I podobno rodzice wcale nie powiedzieli ostatniego słowa, jeśli chodzi o ich liczbę (faktycznie, jak się ma 16 i jest już tak blisko 20, to wręcz grzechem byłoby nie spróbować 🙂 ).

To, co od razu rzuciło nam się w oczy, to fakt, że ta rodzina była bezgranicznie szczęśliwa i przez godzinę trwania programu nie uświadczyliśmy nawet chwili narzekania czy też marudzenia, a przecież nawet sobie nie możemy wyobrazić, jak ciężko musi być zarządzać tak liczną gromadką dzieci! Zarządzać, skutecznie, a przy okazji pozostać w jakimś względnym przynajmniej zdrowiu psychicznym. Nie ma co ukrywać, niejednokrotnie z ekranu lał się chaos, ale taki chaos, który przywoływał na twarzy oglądających szeroki uśmiech. A nawet więcej, ten program powinien być aplikowany każdemu starzejącemu się społeczeństwu z niżem demograficznym jako naturalna zachęta do posiadania dzieci w większej liczbie. My zaczęliśmy od razu roztaczać przed sobą wizję posiadania tylu potomków, aby przynajmniej móc wystawić w lokalnych rozgrywkach własną drużynę piłkarską.

I pomyśleć, że nam zdarza się czasem ponarzekać, że Kacper (nasze jedno jedyne dziecko) marudzi, że jest niegrzeczny, że wcześnie wstaje. Na chwilę obecną chyba się z narzekania wyleczyliśmy 🙂

A tymczasem, ciocia przyjechała, autobusem, ale przywiozła ciuchcię:

DSC_0080