Na placach zabaw

Nastały w końcu lepsze okoliczności przyrody i pogody, które zachęcają do częstych spacerów – a jeśli spacerów, to i wizyt na wszelakich placach zabaw. Tuż pod domem mamy dwa takie miejsca, na których na dodatek pojawiły się właśnie nowe atrakcje w postaci, jak można się domyślić, dodatkowych huśtawek – i to w sam raz dla Kacperka (na jednej z nich huśta się na poniższych zdjęciach). I staramy się często tam zachodzić. I coraz częściej sobie uświadamiamy, że podczas takich wizyt odruchowo trzymamy się trochę jakby z boku. Nie angażujemy się zbytnio w centralne życie placu zabaw (żeby nie powiedzieć, że się w ogóle nie angażujemy). Staramy się pozostać niezauważonymi. Nikomu nie przeszkadzać. Czekamy tylko na swoją kolej, na ‚wolną’ huśtawkę. A trudno wtedy w sumie nie zwracać na nas uwagi – mimo, że wszyscy na placu zabaw są czymś zajęci, to jednak wszyscy również widzą wszystko to, co się dzieje dookoła. Zatem mimo, że próbujemy się nie rzucać w oczy i uchronić siebie i Kacperka przed ogólnym zainteresowaniem, jeszcze bardziej je wzbudzamy.
Niewłaściwie jest zarówno to, że to zainteresowanie jednak wzbudzamy – niewłaściwe jest również to, że próbujemy tego unikać – zamiast się z tym mierzyć.