I dlaczegóż to nie pisaliśmy przez ponad trzy tygodnie?

Sami nie wiemy. Chyba trochę nabieraliśmy dystansu do rzeczywistości i chcieliśmy od niej nieco odpocząć. Poza tym pozwoliliśmy sobie na kilka tygodni mentalnego leniuchowania, które jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Co więcej, nawet Kacper mógł mocno poleniuchować, bo wiadomo, sezon urlopowy i także kacperkowi rehabilitancji, logopedzi i lekarze również udali się na jakże zasłużony wywczas.
Tymczasem, co przyjmujemy z radością, acz standardowo również z pewną dozą ostrożności, książęca aktywność napadowa jest w ostatnich dniach i tygodniach bardzo wygaszona. Pojawiają się drobne przysenne artefakty, ale czasem ledwie zauważalne i bardzo to nas cieszy, bo spodziewalibyśmy się, że przy tych upałach będzie wręcz odwrotnie. Nie jest jednak tak, że same upały Kacperkowi nie doskwierają – bo doskwierają i daje temu wyraz często i głośno.
Cały czas utrzymuje się zapalenie dziąseł. O tym już nawet nie ma się co rozwodzić, napiszemy jedynie, że w nadchodzącym tygodniu idziemy pierwszy raz do nowej przychodni i nowego pediatry, z nadzieją, że może kolejny lekarz znajdzie sposób na tą przypadłość. Kolejny raz w związku z zapaleniem dziąseł trzeba się nieźle postarać, aby Księciunio zdecydował się na skonsumowanie obiadu. Nawet – jeśli tym obiadem jest ulubiona pomidorowa. Co ciekawe, mimo upałów i faktu bycia niejadkiem, Kacper utrzymuje stałą wagę 15 kg 🙂
Dopóki nie wyleczymy zapalenia dziąseł – nie mamy co marzyć o rezonansie, który przepadł nam w lipcu. I w związku z tym Kacper wciąż jest ‚diagnozowany w kierunku stwardnienia guzowatego’, co na dzień dobry mówimy każdemu nowemu lekarzowi, jak na przykład dzisiaj okuliście – do którego wybraliśmy się, bo Kacperkowi na prawym oczku pojawił się jęczmień. Nic poważnego, sytuacja opanowana, ale w tym gabinecie czuliśmy się nieco jak kosmici, zwłaszcza, kiedy lekarz popstrykał kilka razy długopisem przed książęcym noskiem i stwierdził, że ‚nawet reaguje’. No reaguje, bo niby dlaczego miałby nie reagować, kiedy ktoś mu pstryka długopisem przed noskiem. Potem jeszcze rozmawialiśmy o tym, czy raczkuje (no nie raczkuje).  A także o tym, dlaczego się zaczyna złościć (bo jest godzina jego drzemki i chciałby się położyć).
I co ten nasz Kacperek wyczynia w nocy! Od razu dodamy – śpi. Śpi, ale jest jednocześnie tak aktywny ruchowo, że czasem nie nadążamy już z przywracaniem go do jakieś w miarę wygodnej i akceptowalnej pozycji. Jeśli do tej pory, chyba już właściwie z przyzwyczajenia, któreś z nas w nocy, co godzinę czy dwie chodziło do niego sprawdzić, czy wszystko w porządku (co wynieśliśmy z tych strasznych miesięcy, kiedy Kacper miał ciężkie napady i budził się co chwilę, a każda taka pobudka oznaczała napad), to teraz to jest wręcz niezbędne, bo co byśmy nie wymyślili, aby go zabezpieczyć, będzie to niewystarczające – Kacper to przepchnie, przelezie przez to, przeczołga się nad tym, przeturla czy to przeniesie. Raz, wielce zdziwiony, obudził się na środku pokoju, po tym, jak w tyle zostawił krówkę, materace, piłkę, NoNo i dwie kołdry.
No cóż, mogliśmy się wyspać porządnie zanim Kacper się urodził, teraz nie ma co marudzić 🙂
A to dzisiejszy Kacper, w wersji ‚na spacer’

IMAG0423