5:50

Z zegarkiem w ręku, o 5:50 (no czasem 5:45) Kacper budzi się każdego ranka, od dłuższego czasu. I jest to niesamowite – ta regularność! Kiedy wybija magiczna godzina z pokoju Małego Rycerza zaczynają dobiegać wiele mówiące pomrukiwania, wzywające nas (któreś z nas) do interwencji, do zainteresowania się. Interweniuje mama, ale tata się zawsze interesuje (przecież pełni dyżur nocny!).

5:50. Zmieniamy pieluchę. Pijemy herbatkę. Przemieszczamy się do salonu. Chwila konsternacji – Teletubisie, Mysia czy Dobranocny Ogród? Teletubisie. Kolejny kontakt następuje po około 30, może 45 minutach – i następuje śniadanie. Po śniadaniu – bywa, że krótka drzemka. Do 8:00, mniej więcej – bo o 8:00 zażywamy lekarstwa. Po chwili, kiedy w brzuszku się ułoży – pierwsze ćwiczenia.

Taki porządek miały nasze poranki do dnia dzisiejszego. Otóż od dzisiaj musimy się obejść – ba, przecież Kacper musi się obejść! – bez bajek… Na początku terapii logopedycznej metodą krakowską, której dodatkowo próbujemy (o zgrozo, żeby ją odkryć musieliśmy się przeprowadzić do Warszawy), otrzymaliśmy zakaz oglądania bajek… Wszystkich bajek. Teletubisów, Mysi, Dobranocnego Ogrodu. Sami nie wiemy, czy Kacper sobie z tym poradzi.

Tym bardziej nie wiemy, czy my sobie z tym poradzimy i czym wypełnimy kacperkowy czas między 5:50 a 6:30 🙂