Co zatem wydarzyło się w minionym tygodniu?

Takie już Kacpra szczęście, że jak musi być w pełni sił i zdrowy, to dopada go jakaś choroba (z kategorii tych, które przytrafiają się wszystkim). W szpitalu zatem byliśmy (nie piszemy o tym), ale nie udało się wykonać rezonansu, bo… w czwartek Kacper zaczął kichać i kaszleć, zatem anestezjolog nie zdecydował się na poddanie go znieczuleniu… Na dodatek, musieliśmy mimo wszystko zostać do piątku. Teraz czekamy, aż Książę wyzdrowieje i ustalamy kolejny termin badania – czeka nas co najmniej 3 tygodnie czekania. Przez chorobę tracimy także cały tydzień rehabilitacji, jakby nie wystarczyło to, że w zeszłym ćwiczyliśmy tylko dwa razy.

Na szczęście już jest o wiele lepiej niż na przykład w sobotę, widać, że leki przeciwzapalne (niestety antybiotyk) działają i Kacper jest już bardziej towarzyski i otwarty na innych (czyli na mamę i tatę). Kto ma małe dziecko z katarem, wie, że to prawdziwy dramat (należy pamiętać, że my mięczakami nie jesteśmy, a byliśmy już, cała trójka, na skraju załamania :)).

Mamy także wrażenie, że Topamax również zaczna jakby działać, tak odrobinę, ale nie chcemy zapeszać – który to już raz nie chcemy zapeszać – więc na razie po prostu trzymamy kciuki.