Cóż począć z kacperkowymi ząbkami?

Dzisiejszy wpis – pierwszy po jakże długiej przerwie! – będzie traktował o kacperkowej jamie ustnej.

Nie jest tajemnicą, że w wypadku Kacpra próchnica zebrała i wciąż zbiera obfite żniwo, do czego przyczyniły się wybitnie leki przeciwpadaczkowe, mające często zgubny wpływ na kondycje zębów. A zwłaszcza wtedy, kiedy i jeśli przyjmuje się je w takich ilościach, w jakich łyka je Kacper.

Nasz ‚regularny’ dentysta rozłożył ręce i przyznał, iż wyczerpał możliwości walki o lepsze jutro dla Kacpra uzębienia, przekazał nam, że jedyną nadzieją i miejscem, gdzie ktokolwiek podejmie się jakiejkolwiek poważniejszej interwencji stomatologicznej jest Centrum Zdrowia Dziecka.

Centrum Zdrowia Dziecka i SANACJA (słowo to, jak widać, ma wiele znaczeń) jamy ustnej. Czyli, krótko mówiąc, generalny remont zębów, wszystkich, za jednym zamachem, w znieczuleniu ogólnym (w wypadku Kacpra generalny remont oznacza wyrwanie większości mleczaków i borowanie niektórych zębów, które zostaną…). I to jest dobre rozwiązanie, w gruncie rzeczy nieuniknione. Znieczulenia ogólnego się w sumie nie boimy – bo Kacper jest trochę takim weteranem, jeśli o nie chodzi (każdy rezonans i tomograf, które przechodził, odbywały się w znieczuleniu ogólnym). Sama idea takiego postępowania również wydaje się słuszna – coś w stylu ‚raz, a dobrze’. Zresztą, inaczej się nie da – bo Kacper nie pozwoli sobie zrobić cokolwiek ‚przy zębach’ będąc świadomym i mając coś do powiedzenia 🙂

Problemem jest coś innego – termin tejże operacji.

Uświadomiliśmy sobie, że żyliśmy w błogiej nieświadomości. Głównie dzięki temu, że dane jest nam korzystać z dodatkowego ubezpieczenia, które pozwala omijać większość kolejek w przychodniach, bądź dlatego, że korzystamy z prywatnych gabinetów lekarskich – a tym samym raczej nie korzystamy z Kacprem z publicznej służby zdrowia (zbyt często). A jeśli już, to są to SORy (tu obowiązują inne zasady, panuje uzasadnione równouprawnienie – i dobrze – pierwszeństwo ma ten, komu ono się należy. I zdarza nam się zostać przyjętymi natychmiast, jak i czekać całą noc – wszystko w zależności od dolegliwości, z jaką przybyliśmy).

Żyliśmy w błogiej nieświadomości, bo PILNY termin zabiegu wyznaczono nam na… 29.07.2016. Czyli za mniej więcej 10 miesięcy. Jest duża szansa, że do tej pory Kacper nie będzie miał już ząbków. Nie wspominając już o tym, że to jest kolejne 10 miesięcy życia w bólu.

I nie jest tak, że można znaleźć łatwo placówkę, w której zrobimy to prywatnie – bo niewielu podejmie ryzyko podania znieczulenia ogólnego dziecku z niepełnosprawnością sprzężoną w warunkach nieszpitalnych. Niewiele jest placówek, które są wyposażone wystarczająco dobrze.

Można usiąść i płakać. I tak by pewnie było, gdyby nie fakt, że dzięki ogromnej, bezinteresownej pomocy pewnych życzliwych ludzi i uruchomieniu przez nich łańcuszka znajomości, udało się dzisiaj znaleźć miejsce, w którym Kacper zostanie przyjęty i zoperowany wcześniej, właściwie już zaraz, bo w styczniu, za dwa miesiące.

Dawno nie czuliśmy takiej ulgi i z całego serca dziękujemy osobom odpowiedzialnym za to dobrodziejstwo. Nie wymienimy nikogo z nazwiska czy chociażby z imienia, bo na pewno by sobie tego nie życzyli 🙂

Na koniec – zdjęcie. Leoś jest nieustępliwy i powoli dopina swego. Kacper zaczyna go tolerować 🙂