Czy Kacpra można do czegoś zmusić?

Weźmy na przykład takie jedzenie. O tym, że kacperkowa kondycja psychofizyczna sprawia, że możemy go raczyć przeróżnymi potrawami, które standardowo przez większą część pięciolatków uznane by były za, nie ma co się oszukiwać, świństwo – wspominaliśmy. Serwujemy szanownemu kasze przeróżne, ryże wszelakie, szpinaki, brokuły i brukselki, soje, soczewice i cieciorki, buraki, boby, selery, ryby takie i owakie – i inne. I wygrywamy tym, że on nie wybrzydza i zawsze spróbuje – i jak już spróbuje i dojdzie do wniosku, że coś jest smaczne, to widzi miejsce dla danego dania w swoim menu, bez względu na to, jaki to ma kolor czy nazwę, czy jest warzywem czy nie. Nie ma właściwie sytuacji, że Kacper ‚jest na nie’ tak po prostu i na dzień dobry.

Ale jest i druga strona medalu. Bo jeśli Kacper już ‚jest na nie’, to nie ma na to siły. Jeśli czegoś nie chce, to choćbyśmy spędzili godziny tłumacząc mu, że jest to dla niego dobre, to szanse na zmianę jego zdania są właściwie żadne. Świetnym przykładem są tu owoce, o zgrozo, praktycznie wszystkie. Owoce solo to temat, do którego już nawet nie wracamy. Podejmujemy jednak próby ich przemycania na różne sposoby, ale zazwyczaj konsumpcja kończy się definitywnie w pierwszej chwili, w której Kacper poczuje ich smak czy też obecność. Podawania czegoś Kacprowi na siłę nie praktykujemy, bo to nie mieści się w naszych standardach – bo niby jak mogłoby to zresztą wyglądać, czy mielibyśmy mu te owoce wpychać na siłę do buzi? Co to, to nie – i pozostaje nam jedynie odpowiednie i możliwe jak najlepsze zbalansowanie kacperkowej diety bez owoców.

Gwoli szczerości – jest jedna sytuacja, w której ignorujemy kacperkowe zdanie i opinię. Kiedy chodzi o leki, kiedy mu je podajemy, tu ‚nie ma przeproś’ – bo i być nie może. Stosujemy serki czy też deserki (danonki, paolki, monciaki) – bo on te leki musi przyjąć, a żeby to się stało, to w jakiś sposób musimy zabić posmak czy też wrażenie, jakie niosą ze sobą dosypane proszki i granulki. I tu nie ma drugiego podejścia, bo nigdy nie wiadomo, ile leku Kacper już pochłonął, a ile nie – więc przygotowaną porcję musi skonsumować, czy chce, czy nie – za pierwszym razem.