Dialog z Kacprem

Trudny, a na pewno nie należący do dialogów łatwych.

Od kilku dni podejmujemy stanowcze kroki (z różną intensywnością) mające na celu przełamanie impasu w naszych codziennych stosunkach z Kacprem, którym ostatnio nasza rodzina stoi. Impas ten polega na tym, że Kacper uparcie trwa w swojej buntowniczej postawie i jest ogólnie na NIE (i nie jest to związane tylko z chorobą), a my jeszcze do niedawna, twardo, uważaliśmy, że to mu wkrótce niechybnie minie. Otóż nie mija i nie ma co ukrywać, cała nasza trójka zaczyna być sobą zmęczona 🙂

Oczywiście wiemy, że jest zima, że jest mniej spacerów, bo wszyscy przeziębieni (mama dołączyła w chorobie do Kacpra, tata powoli dołącza), że zabawki się nudzą, a i czasem nowych pomysłów na rozrywki brak. Ale przecież takich zim i takich okresów jeszcze przed nami mnóstwo i nie możemy brać się nawzajem na przeczekanie za każdym razem. Nie jest to wychowawczo słuszne a frustrujące, i owszem, jest.

Obecnie za każdym razem, kiedy Kacper zaczyna się złościć z błahego powodu – lub bez powodu, co również nie jest niczym nadzwyczajnym, jest zmuszony udać się do swojego pokoju (proszę czytać: jest tam zanoszony i ląduje w łóżku), gdzie w zaciszu jego czterech ścian powinien się oddać chwili wyciszenia, skupienia, gdzie dajemy mu szansę na przemyślenie swojego zachowania i dojście do własnych wniosków, czy jest ono właściwe i prawidłowe. Czyli, krótko mówiąc – pozwalamy, aby się ‚wyzłościł’. Kiedy to już nastąpi, ochoczo – ale wciąż z zachowaniem odpowiedniej powagi i stanowczo – wkraczamy do jego królestwa zapytując, czy jest gotowy powrócić na łono rodziny i dalej się z nami bawić. Po czym, widząc, że nie jest gotowy – a pokazuje to dobitnie i nie można mieć wątpliwości – informujemy go, że dopóki będzie się złościł, pozostanie na zesłaniu. To taka nasza wersja karnego jeżyka, którą zresztą zasugerował nam nasz neurologopeda. Co prawda była mowa o stawianiu w kącie – tak jak na niedawnym zdjęciu, ale to się nie sprawdza. Kacper w swoim krzesełku i w napadzie złości bywa niestety nieobliczalny (i diabelnie szybki) i istnieje ryzyko, że zrobi sobie krzywdę.

Mamy już jakieś pierwsze sukcesy i mamy wrażenie (przynajmniej jedno z nas je ma, drugie pozostaje nieco sceptyczne), że Kacper zaczyna powoli rozumieć zależność pomiędzy swoim zachowaniem a byciem niejako wygnanym z salonu. Sukces bywa jednak czasem połowiczny, bo na przykład dzisiaj po jakimś czasie Kacper się uspokoił i wyciszył, ale jednocześnie był tak zmęczony swoim szaleństwem, że wzięty na ręce właściwie od razu zasypiał, a nie do końca o to nam przecież chodzi 🙂