…i niedziela

Nieco obrazoburczo, ale przyznamy się. Niedziela jest dla nas zawsze dniem wspólnego gotowania. Wspólnego gotowania Kacprowi. Wchodzimy razem do naszej kuchni i działamy. Najpierw jest plan, czyli jakie potrawy przyrządzimy, te z kacperkowego menu. Króluje oczywiście zupka pomidorowa (ostatnio zamiast z makaronem podawana z kaszą gryczaną), tajska zupa kukurydziana w wersji light (bo bez chili) – a ostatnio, o dziwo, również leczo, po tym jak Kacper okazał się być fanem tego babcinego. Jak jest już plan, to zaczynamy gotować. I po kilku godzinach mamy gotowe porcje z różnymi obiadami na wiele dni – podzielone, popakowane, gotowe do zamrożenia. Wielką sprawia nam to radość, bo gotujemy mu zdrowo, bez sztucznych przypraw – jedynie to, co oferuje nasz balkonowy ogródek ziołowy. I dzisiaj poszliśmy krok dalej, bo przygotowaliśmy również domowe kostki rosołowe – nie do końca kostki oczywiście, bo kształt inny, ale zastosowanie i cel zastosowania te same.
I potem widzimy, co mu smakuje, a co nie, wiemy co możemy zmienić, a co było dobrym pomysłem. I w następną ‚gotującą’ niedzielę wdrażamy te zmiany.
Nie mrozimy natomiast ziemniaczków ze śmietaną – te przygotowujemy na bieżąco 🙂
Aby oddać sprawiedliwość całej sprawie – jako, że w gotowaniu mocno partycypuje tata Kacpra, to zmywania jest potem wręcz mnóstwo. A kiedy mama zmywa, to my we dwóch rozmyślamy nad życiem i innymi sprawami.

IMAG1278