Jak przetrwać ferie?

Przede wszystkim trzeba mieć plan, a planami nasza rodzina stoi 🙂

W trakcie ferii, które to w naszym regionie rozpoczęły się radośnie w dniu wczorajszym, kacperkowe przedszkole nie świadczy usług, co też oznacza, że nareszcie możemy się przez dłuższy okres cieszyć sobą wspólnie w zaciszu domowego ogniska, co niewątpliwie przyda się całej naszej rodzinie. Bo i nie ma co ukrywać – z naszym wypełnionym grafikiem nie mamy tak naprawdę zbyt wielu chwil dla siebie, takich we czwórkę. Ale (!), jako że Kacper nie znosi stagnacji, nudy, wszelkich przestojów – aby ten okres nie zmienił się w czas konfliktów i drobnych utarczek, nasz wspólny czas musi być szczelnie wypełniony atrakcjami i z góry zaplanowanymi aktywnościami. Nie zagłębiając się wielce w szczegóły nadmienimy jedynie, że w planie jest przede wszystkim mnóstwo wycieczek, a w tym ponownie ta nad morze, bo z niewiadomych powodów tęsknota za wielką wodą gna nas w tamtą stronę ostatnimi czasy już kolejny raz.

I takie właśnie wyjazdy, te bliższe i te dalsze, są dla nas okazją do udoskonalenia sposobów, w jaki się do nich przygotowujemy i w jaki się one odbywają. Mimo, że generalnie to są po prostu wycieczki z dwójką dzieci – młodszym i starszym, niby nic nadzwyczajnego, to jednak, nie ma co ukrywać, ich organizacja i przebieg są niestandardowe i zazwyczaj stajemy przed prawdziwymi wyzwaniami operacyjnymi 🙂 Czasem, kiedy ważymy wysiłek, jaki musimy włożyć w udanie się gdzieś całą rodziną i przyrównamy go do radości, relaksu, czy też ogólnie pozytywnych emocji i odczuć, jakie możemy z danej sytuacji ‚wyjąć’, jesteśmy bliscy zrezygnowania i odpuszczenia, bo wielce prawdopodobnym jest, że z takowego wydarzenia wrócimy bardziej zmęczeni, niż byliśmy na nie jadąc. Dawno już jednak ustaliliśmy, że na ile starczy nam sił, będziemy się zachowywać jak ‚normalna’ rodzina i nie pozwolimy, aby kacperkowa niepełnosprawność zamknęła nas, jako rodzinę właśnie, w przysłowiowych czterech ścianach – chociaż w jakiś stopniu już to się stało i my próbujemy z tym walczyć, w taki właśnie sposób. Walczyć zarówno dla siebie, jak i dla Kacpra (bo fakt, że nie postrzega świata dokładnie takim, jakim jest, nie znaczy, że mamy mu tego świata nie pokazywać i że ma go nie poznawać). I jeszcze – dla Leosia, żeby chłopak potrafił odnaleźć w życiu harmonię, bo będzie tego potrzebował prędzej czy później, mając takiego towarzysza od pierwszych dni życia, jakim jest Kacper 🙂

I choć nie jest łatwo – to planujemy te nasze rodzinne eskapady rozwijać, mając świadomość, że z każdym rokiem nie będzie łatwiej, a wręcz przeciwnie – będzie trudniej. Na szczęście – rośnie nam tu jeden taki mały pomocnik, na którego bardzo liczymy 🙂 I już czynimy ambitne plany na wakacje!