Jak spędziliśmy (jak spędzamy) sobotę, 16 marca 2013 roku

Zaczęliśmy wcześniej, niż zwykle – wcześniej, niż zaczynamy nasze dnie ostatnio.

I od razu zboczymy na chwilę z tematu dnia dzisiejszego, bo musimy nadmienić słów kilka o tym, że Kacper śpi już sam, u siebie w pokoju, od dłuższego czasu. Śpi sam i chyba bardzo mu się to podoba – ma cały materac tylko dla siebie. My się przestaliśmy wtrącać – reagujemy od czasu do czasu, kiedy przekręci się na brzuszek i kiedy tak rozłoży ręce, że nie potrafi sam wrócić na plecki bądź na boczek. Reagujemy również wtedy, gdy naruszy we śnie wszystkie zabezpieczenia, które mają zapobiec opuszczeniu przezeń materaca, które to szykujemy co noc.

Właśnie dzisiejszej nocy Kacper te zabezpieczenia naruszył i opuścił materac – w jaki sposób, nawet nie próbujemy sobie tego wyobrazić, bo zazwyczaj szykujemy mu barykady nie do pokonania (dodatkowo proszę pamiętać, że nasz młody kawaler oficjalnie nie posiadł jeszcze umiejętności samodzielnego przemieszczania się). Opuścił materac i obudził się. Obudził się, dodajmy, zadowolony. I była 3 w nocy. Kiedy Kacper budzi się zadowolony znaczy to tyle, że pozwoli nam jeszcze chwilę pospać, a nie ma co ukrywać, o 3 w nocy ciężko nie mieć na to ochoty. No więc my sobie jeszcze zasnęliśmy, podobnie zresztą po jakimś czasie zasnął radosny Kacper. No i pospał do 5 nad ranem. Obudził się powtórnie już mniej radosny, ale dał się spacyfikować kilkoma bajkami. Tak, przyznajemy się i nie mamy nawet jakichś potężnych wyrzutów sumienia, a i zdarza nam się to dość często (mamy na myśli pacyfikację bajkami). Kto ma dzieci – na pewno zrozumie. 

Po tych kilku bajkach jeszcze jedna krótka drzemka i ostatecznie wstajemy o 9:00. Już wszyscy. Następne dwie – trzy godziny to sobotnia rutyna wypełniona sprzątaniem, zakupami i innymi rzeczami czy sprawami, które załatwia się na ogół w sobotę rano. O 12:00 odbieramy Ciocię z dworca, która to przyjechała odwiedzić Kacpra i nas. Mimo, że jest nieco chłodno, kierujemy się już z Ciocią do Łazienek, ufając, że będą zwierzątka. 

Nie zawodzimy się, zwierzątka są, na dodatek są to ptaszki. Są kaczki, są gołębie, chociaż dzisiaj gołębie akurat są w mniejszości. Jest nawet wiewiórka, ale tej Kacper nie widział, bo ona skakała po drzewach, a on był bardziej zainteresowany wypatrywaniem wspomnianych już ptaszków w okolicach krzaków. 

Wracamy do domu, Kacper pada i zasypia niemal od razu, nawet nie czeka na te wszystkie fajne rzeczy, które pewnie przywiozła Ciocia, bo przecież ona zawsze przywozi coś fajnego. Nie śpi zbyt długo (pewnie korcą go już te wszystkie prezenty). 

Śpi jednak wystarczająco długo, aby mieć po tym śnie napad, dość mocny – właściwie to należy napisać mocny. Zdarzyło się już ich kilka w ostatnim czasie i jest to martwiące. Na szczęście już wkrótce mamy wizytę u naszego neurologa. 

Potem prezenty, naturalnie! Ach, długo by pisać. Ciocia jak zwykle wykazuje się pomysłowością. 

Dalej w kolejności – 30 minut w pionizatorze, sesja w hamaku, wspólne oglądanie gołąbków i kaczek, które udało nam się nagrać wcześniej w łazienkach, kąpiel. Kolacja, a z nią 3 tabletki Topamaxu, 2 saszetki Sabrilu, 1 saszetka Depakiny. Jeszcze tylko bajka (tym razem przeczytana) – i Księciunio zasypia. Niczym aniołek. 

21:00. Tata Kacpra, idąc sprawdzić, czy Kacper dalej śpi, niechcący strąca coś ze stolika, ta strącona rzecz powoduje sporo hałasu uderzając o podłogę. Całej reszty można się już domyślić…