Jak z klasą napisać o kupie?

Ostatnimi czasy tak się tułamy od lekarza do lekarza, od specjalisty do specjalisty – tu kręgosłup, tu stópki, tam ząbki. I nadszedł czas na gastrologa i kacperkowy przewód pokarmowy.

Bo trzeba Wam wiedzieć, o czym gdzieś tam półsłówkiem bądź dwoma być może już wspomnieliśmy, że młody kawaler właściwie od zawsze ma problemy z niektórymi podstawowymi czynnościami fizjologicznymi. I może nie powinniśmy się o tym rozpisywać (czy wypada?), ale przecież te problemy dotykają Kacpra wielce na takim bardzo podstawowym poziomie, i co ważne – nie tylko jego, bo i inne dzieci z podobną do Kacpra historią i przygodami, również. I chcemy pokazać, że niepełnosprawność ma bardzo wiele aspektów i nie dotyka wybiórczo, ale całą daną osóbkę czy też osobę, w pełnym jej wymiarze, kompleksowo. Kacper ma napady, nie mówi, nie siedzi, nie chodzi, nie umie pić z kubeczka i tak zwyczajnie, po ludzku – ma ogromne problemy ze zrobieniem kupki.

Przyczyn jest kilka – obniżone napięcie mięśniowe; pokaźne ilości leków, jakie przyjmuje; relatywnie mało ruchu – i na sam koniec również padaczka, nie inaczej – bo ona zabiera wszystko i hurtowo. Nie pierwszy raz wybraliśmy się do gastrologa, aby zasięgnąć opinii, co jeszcze możemy zrobić, aby w tej materii chłopakowi ulżyć (o odpowiedniej diecie nawet tutaj nie wspominamy), ale do tej pory nikt tak jednoznacznie i jasno, jak dzisiaj właśnie, nam sytuacji nie wyjaśnił i nie wytłumaczył. Przede wszystkim zatem – tak będzie zawsze, bo zawsze Kacper będzie brał leki, a to one mają tu znaczny wpływ. Tak będzie zawsze – i mamy bardzo małe pole manewru. Zanim jednak napiszemy, co nam pozostaje, nadmienimy, że Kacper potrafi się nie wypróżniać przez tydzień i więcej, a potem, jak już przyjdzie co do czego, to akt ten jest okupiony ogromnymi cierpieniami i nawet nie spróbujemy opisać, co się wtedy dzieje w domu – kto widział, ten wie… Także – mamy małe pole manewru, ale: możemy śmiało podawać Kacprowi większą dawkę magicznych medykamentów, które co nieco ułatwiają – i w żaden sposób mu nie zaszkodzimy (a do tej pory gospodarowaliśmy tą dawką bardzo oszczędnie). Co więcej – i witamy tą wiadomość z prawdziwą radością – wprowadzamy prostą zasadę: trzy dni bez kupki i możemy zafundować Kacprowi najzwyczajniejszą lewatywkę. I nie bójmy się tego słowa, sam prezydent Komorowski ostatnio przypominał, że tradycje jej powszechnego stosowania sięgają czasów monarchii Austro-Węgierskiej. Mimo, że brzmi to dość dramatycznie, to dla nas jednocześnie wręcz jak wybawienie, bo ktoś w końcu dał nam do ręki narzędzie, którym możemy wpłynąć znacznie na książęce poczucie komfortu w tej drażliwej materii (przykrości związane z przyjęciem lewatywy mają się nijak do przykrości, jakie niesie ze sobą niezałatwianie się przez 10 dni na przykład). Oczywiście znane nam są i już się z nimi nawet w jakiś sposób zaprzyjaźniliśmy (i Kacper również) i gliceryna i inne czopki, ale po te sięgaliśmy również nieczęsto, bo nie chcieliśmy Kacpra do nich przyzwyczajać i nauczyć, że robimy wtedy kupkę, kiedy zaaplikują nam czopek (a on takie proste zależności łapie w mig). Byliśmy, widać, w błędzie.

I może to zabrzmieć banalnie, ale od dzisiaj będziemy spać spokojniej, i my – i Kacper. My, bo ze świadomością, że chociaż z tym możemy mu pomóc w sposób w sumie prosty, on – bo z pustymi jelitami.