Jak żyć?

I wcale nie Panie Premierze. Jak żyć, pytamy sami siebie, aczkolwiek cytując klasyka z paprykowego zagłębia. Jak żyć, kiedy to życie stale stawia przed nami kolejne wyzwania, wyzwania, które na pierwszy rzut oka nas przerastają, wystawia nas na próby, na które nie jesteśmy gotowi i na których przejście brakuje nam pomysłów, rzuca nam kłody pod nogi, a nam czasem brakuje sił, żeby je przeskoczyć.
Bo wcale nie jest tak, że kiedy ma się nieuleczalnie chore, niepełnosprawne i cierpiące dziecko, to życie rozpościera swój ochronny parasol, nakłada jakiś specjalny klosz, a szczęście pozwala czerpać ze swoich zasobów garściami coraz to nowe i kolejne pokłady życiowego farta. Czasem mamy wrażenie, że jest wręcz przeciwnie – skoro radzimy sobie z takimi przeciwnościami losu (piszemy przeciwności losu, ale choroba Kacpra to coś więcej niż zwykła przeciwność losu i to chyba nie podlega dyskusji, niemniej jedyne inne określenie, które przychodzi nam do głowy, to tylko tragedia), to pewnie poradzimy sobie z następnymi, dodatkowymi, które nas jeszcze uszlachetnią, więc te na nas spadają.
Czy to biblijna zasada ‚za grzechy ojca’ (Kacper cierpi za grzechy swojego taty, swojego dziadka, swojego pradziadka)? Chyba nie, bo każdy z nas jest odpowiedzialny za własne grzechy i ponosi za nie karę. Nie możemy dzielić winy z innymi, ani też nikt inny nie jest odpowiedzialny za nasze grzechy. Może taki a nie inny układ gwiazd w chwili naszego urodzenia? Nie mamy pojęcia. Czy w poprzednim wcieleniu byliśmy złymi ludźmi? Czy ktoś tak właśnie zapisał w Wielkiej Księdze, że rodzina Korneckich będzie musiała wielokrotnie pokazać, z jakiej jest ulepiona gliny?
Pewnie nic z tych rzeczy, jest to jasne jak to, że jesteśmy ulepieni z takiej samej gliny, jak rodzina Kowalskich czy Jaworskich, tak samo jak Kowalskich czy Jaworskich sprawy przyziemne potrafią i nas stłamsić i przygnieść naprawdę porządnie. Tak się po prostu dzieje, i tyle. Cokolwiek byśmy nie zrobili czy nie powiedzieli, czy też nie napisali – w żaden sposób nie będziemy mieć pewności, że nic przykrego, złego, negatywnego nas nie spotka. I wcale nie jest też tak, że uważamy, że choroba Kacpra powinna działać od razu jak ubezpieczenie przed wszystkim, co uznalibyśmy za złe. Czasem tylko każdy człowiek chciałby móc sobie pozwolić na chwilę odsapnięcia, czy też życie powinno temu człowiekowi pozwolić zregenerować siły, aby był gotów do kolejnej rundy. Także nam.
Ale pozwala nieczęsto, do czego się już przyzwyczailiśmy. I musimy to zaakceptować i dalej robić to, w czym jesteśmy najlepsi – to jest być we trójkę, zawsze razem, i tym się cieszyć i tą właśnie radość przeciwstawiać wszystkim czarnym myślom. We trójkę, ale również czasem wespół z innymi. Bo wciąż przekonujemy się i w tym przekonaniu się utwierdzamy, że są ludzie, na których zawsze możemy liczyć. Nawet wtedy, kiedy kompletnie się tego nie spodziewamy czy nawet nie oczekujemy.I to jest miłe, nie ma co ukrywać.
I Kacper się cieszy, bo na spacerze.
IMAG0540