Jest plan

Dzień, w którym do naszej rodziny dołączy Leon, zbliża się wielkimi krokami. Co więcej, znamy już konkretną datę, kiedy to się wydarzy, niemniej zachowamy ją jeszcze dla siebie, aby móc zgotować Wam niespodziankę. Te ostatnie dni i tygodnie upływają nam – nie inaczej – na przygotowaniach, szeroko zresztą rozumianych. Bardziej praktycznie – począwszy od przemeblowania naszej sypialni, bo ugościmy Leona właśnie tam w pierwszym okresie jego życia – przez wybór odpowiedniego materaca do jego łóżeczka – a skończywszy na odkurzeniu bardzo mądrej książki o pierwszym roku życia dziecka, którą dostaliśmy 5 lat temu od Kacpra babci (od tej, o której niestety możemy mu tylko opowiedzieć, nad czym stale ubolewamy, bo niewątpliwie wniosłaby wiele do jego życia), bo to i owo dobrze jest sobie przypomnieć. Przygotowujemy się mentalnie i uczuciowo, ale tu trzeba przyznać, że nie musimy się temu jakoś bardzo oddawać – czekamy na Lesia cierpliwie (ale nie mogąc się go już jednocześnie doczekać) i świadomi tego, jak wpłynie na życie naszej trójki. W tym oczekiwaniu i przygotowywaniach czujemy się dość wyluzowani, jeśli możemy tak to ująć – wiemy doskonale, że zadanie, jakie przed nami stoi (czyli krótko mówiąc: Kacper + Leon) nie należy do łatwych, ale jednocześnie jesteśmy pewni, że mu sprostamy i podołamy. Ta myśl i to przekonanie przyświeca nam przecież od chwili, w której zdecydowaliśmy się na powiększenie naszej rodziny, a było to poprzedzone dokładną analizą sytuacji.

Na narodziny Leona staramy się przygotować również Kacpra, dla którego będzie to przecież zmiana ogromna, prawdopodobnie największa, jakiej dotąd doświadczył. I to jest dopiero zadanie. Prawdopodobnie wszelkie nasze działania w tym zakresie spowodowały, że Kacper codziennie zadaje sobie pytanie kto to jest ten Leoś?! Nie ma co ukrywać, że to on dopiero będzie miał prawdziwą niespodziankę, kiedy ten Leoś w końcu pojawi się w jego życiu. Stan niespodzianki będzie się pewnie zresztą utrzymywał z każdym następnym dniem, bo Kacper będzie zaskoczony, że Leoś wciąż tu jest.

Przygotowania – przygotowaniami, ale to okres tak radosny, jak i męczący. Zwłaszcza w takich okolicznościach przyrody, jak obecnie. Już postanowiliśmy, że z trzecim dzieckiem celować będziemy tak mniej więcej w okolice maja. Przy Kacprze nieco narzekaliśmy, że rodzi się w zimie, że trzeba ubierać na cebulkę, że wózek pchać po śniegu ciężko – ale przynajmniej jego mama mogła w miarę swobodnie oddychać. Dzisiaj wieczorem, nie znajdując nijak innego ukojenia, po prostu położyła się na balkonie (uprzednio wynosząc nań materac), oznajmiając, że tam właśnie zostanie nie tylko na noc, ale i wręcz do porodu, bo na balkonie jest chłodniej, niż w domu. A tata Kacpra (nigdy się nie nauczy!) znów palnął, jak wtedy, kiedy Kacper przychodził na świat przez 14 godzin, błahe i nieprzemyślane ‚Kochanie, już niedługo’…

4 sierpnia kacperkowe przedszkole zamyka się na okres dwóch tygodni i przyznamy, że bardzo to nam nie na rękę, bo magiczny dzień wypada właśnie w tym okresie, kiedy Kacper będzie w domu, a to nastręcza pewnych komplikacji natury logistycznej – ale tu z pomocą przybywa ciocia Dominika, na którą zawsze możemy liczyć, a jakże – i z dalekiego północnego kraju przylatuje do nas już za kilka dni, aby wesprzeć nas w tych ostatnich chwilach jeszcze tylko z Kacprem – i tych pierwszych już z Kacperem i Leosiem.