Jeszcze o tym 2012 roku

Niedzielna, nieplanowana wizyta u lekarza okazała się być jedynie preludium do tego, co nas czekało w środku nocy, kiedy Kacper dostał bardzo wysokiej gorączki i nie dało się jej zbić ani nurofenem, ani paracetamolem. Już mieliśmy dzwonić po pogotowie, postanowiliśmy jednak jeszcze spróbować starego sposobu, ‚domowego’ – kąpieli w nieco chłodniejszej wodzie… Ku naszej wielkiej uldze, ale i niemałemu zdziwieniu (nie praktykowaliśmy tego wcześniej), pomogło niemal od razu i temperatura kacperkowego ciałka wróciła do 36,8 stopni. No ale bez antybiotyku już się nie obyło, a całość Kacper okupił katarem i… również niemałym zdziwieniem, wszakże nie codziennie robi ‚ciapu ciapu’ o 3 nad ranem.

Mimo ostatnich dni, rok 2012 musimy uznać za udany. Lepszy od 2011. Co ważne, do takiego wniosku doszła cała nasza mała rodzina, opinia nie jest wypadkową różnych postaw i poglądów. Zgodnie – mama, tata i Kacper, reprezentowany przez mamę i tatę – uznajemy oficjalnie 2012 rok za rok pozytywnych zmian. 

Udało się prawie zapanować (oceniamy, że w 80%) nad miokloniami. Tym samym drugi raz w swoim życiu Kacper przeżywa okres bez napadów po każdej, nawet kilkuminutowej drzemce. To prawdziwie nowa jakość!

W 2012 rok wchodziliśmy prawie pewni, że Kacper cierpi na stwardnienie guzowate. Ten sam rok skończyliśmy świadomi tego, że sprawa diagnozy jest wciąż otwarta i wyrok w żadnym razie jeszcze nie zapadł. 

Rehabilitacja zaczęła przynosić efekty i Kacper krok po kroku zaczął zdobywać nowe umiejętności i robić rzeczy, których wcześniej nie robił. Jedni to widzą wyraźnie, inni mniej – w tym wypadku kluczowa jest opinia i zdrowy osąd Kacpra taty 🙂

Widzieliśmy delfiny, a niektórzy nawet z nimi prawie że pływali. A przy okazji mieliśmy interesujące, rodzinne – co było nam bardzo potrzebne – wakacje.

Przeprowadziliśmy się do Warszawy. Mija już 4 miesiąc odkąd tu mieszkamy, raz jest łatwiej, raz mniej, ale uważamy, że decyzja była prawidłowa. Jesteśmy daleko od wszystkiego, co znaliśmy, ale wiemy, że nasz pobyt tutaj ma swój cel i staramy się tego trzymać.

Udało nam się wspólnie przezwyciężyć wszystkie zawirowania i kryzysy – te drobne, ale te większe również, prawdziwe wręcz trzęsienia ziemi – które napotkaliśmy po drodze w tym roku. W 2013 wchodzimy wiedząc i ufając, że możemy na siebie liczyć i że jakoś zawsze damy sobie radę. Nawet wtedy, kiedy myślimy, że daliśmy już z siebie wszystko, ale otaczający nas świat chce więcej, a i pomocy znikąd nie widać.

Jedno z nas zrobiło, po 12 latach próbowania, prawo jazdy, o czym również warto wspomnieć 🙂