Kacper w hipermarkecie

Zrobienie zakupów z Kacprem, w jego obecności i z nim, jako towarzyszem, zaczyna być sporym wyzwaniem 🙂
Nie ma w tym nic wielce dziwnego, zdaje się, że większość dzieciaków średnio (lub wcale) lubi spacerowanie po hipermarkecie z rodzicami i długą listą produktów, które należy posiąść. 
Ostatnio wygląda to tak – o ile jeszcze samo przemieszczanie się między regałami i półkami Kacper jest w stanie znieść (nie marudzimy zbyt dużo przy jakimś jednym szczególnym i nie zatrzymujemy się gdzieś na dłuższą chwilę), tyle stanie w kolejce do kasy – z tym jest już raczej ciężko. Zwłaszcza, kiedy wjedziemy już między kasy – kiedy jesteśmy następni do kasowania, kiedy przed nami zostaje już jedna osoba – wtedy się zazwyczaj zaczyna koncert kacperkowego niezadowolenia. Mamy więc pokrzykiwanie, gryzienie rączek, machanie tymi rączkami i kopanie nóżkami, czyli złoszczenie się w pełnej krasie. Oczywiście nie uchodzi to uwadze innych osób, stojących za nami, tej osoby, po której nadejdzie nasza kolej, kasjerek – tej ‚naszej’ i tej obok. 
Wzięliśmy się zatem na sposób i większe zakupy robimy tylko we trójkę – jedno z nas staje w kolejce, z koszykiem, z zakupami. Drugie gna z Kacperkiem na około, przez bramki dla tych, co to nic nie zakupili i spotykamy się przy kasie. Z jakiegoś powodu takie procedowanie zakupów Kacper jest już w stanie zaakceptować i potrafi w nim nawet trochę partycypować, bo czasem pomaga nam nieść zakupy (a raczej wieźć zakupy). 
Musimy wspomnieć o jednej ważnej rzeczy, zalecie tego kacperkowego uprzedzenia do zakupów – w sumie o dwóch rzeczach. Pierwsza – kiedy się w sklepie rozdzielimy, łatwo się znajdujemy – ten rodzic, który nie zabrał ze sobą młodego kawalera kieruje się w stronę, z której dobiega Kacpra pokrzykiwanie. Druga sprawa warta wspomnienia, z której przynajmniej połowa z nas się bardzo cieszy – całe zakupy trwają o wiele krócej, niż mogłyby trwać bądź niż chciałaby tego druga połowa 🙂