Kacper w podróży

O wizycie u neurologa za wiele napisać nie możemy, żadnych konstruktywnych wniosków nie wynieśliśmy, ale też żadnych nie oczekiwaliśmy, chcieliśmy, aby ktoś na Kacperka na wszelki wypadek ‚zerknął’. Ponieważ nasz lekarz prowadzący jest obecnie poza Warszawą, wybraliśmy się do innego. I jak się okazuje, za każdym razem, kiedy umawiamy się do nowego lekarza prywatnie, należy chyba zapytać, czy ma umowę z NFZ i tym samym, czy będzie nam mógł wypisać receptę na kacperkowe leki i jednocześnie uwzględnić refundację. Ten, do którego się udaliśmy, nie mógł.
Zaraz po wizycie wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy na południe, w stronę Krakowa, a nawet dalej, do dziadków, prawie że w góry. Może chwilowa zmiana klimatu dobrze zrobi na książęce nerwy, mocno nadwyrężone w ostatnich tygodniach problemami z dziąsełkami, oczkiem, upałami i innymi różnymi bolączkami wieku kacperkowego. Piszemy, że może dobrze zrobi – chociaż dzisiejszy ranek na to nie wskazuje, bo Księciunio od obudzenia się o 6:00 nie może sobie znaleźć miejsca. Podejrzewamy, że jest po prostu zmęczony – ostatnio nasilają się senne fanaberie, a tym samym jak policzyliśmy, Kacper prawie nigdy nie śpi dłużej niż 2 godziny, czy to w dzień, czy w nocy – co jakiś czas się budzi, czasem znowu zasypia, czasem nie. Efekt jest taki, że w ogóle się nie regeneruje.
Natomiast jeśli chodzi o drzemki w samochodzie, to Kacper zawsze chętnie 🙂

IMAG1211