Kiepski koniec całkiem dobrego roku

Dlaczego kiepski?

Bo zakończony niedzielną, nieplanowaną, wizytą u lekarza. Zapalenie gardła i jamy ustnej – kolejny raz w tym roku. Kacper jest w  średniej formie i nie ma się co dziwić, ale stara się jakoś trzymać (cóż innego mielibyśmy powiedzieć :)), nawet z piciem jest lepiej, niż choćby ostatnim razem. Niestety wszystkie leki, jakie Kacper przyjmuje sprawiają, że jest mało odporny, a na dodatek stale pcha rączki do buzi – co stanowi jego reakcję na ogrom emocji, jakie nim targają a z jakimi sobie nie radzi – i to prowadzi do częstych infekcji (mimo częstego mycia rączek, ząbków i wszystkich innych zabiegów…). To, jak potrafi się ugryźć chcąc te emocje stłumić jest tematem na osobny wpis…

A jak zapalenie gardła i jamy ustnej, gorączka i ogólne osłabienie organizmu, przy tym gorszy apetyt, przyjmowanie innych, tych bardziej ‚pospolitych’ leków i dodatkowe obciążenie nimi kacperkowego organizmu – to i od razu większa aktywność napadowa. I na przykład wczoraj Kacperkiem targały skurcze po obudzeniu, chyba najmocniejsze w ostatnich 4 miesiącach. Targały to może za dużo powiedziane, bo to wciąż nic w porównaniu z naszą padaczkową przeszłością, ale widać, że Kacper przyzwyczaił się do spokoju w tym temacie – po jednym takim incydencie był nieswój cały dzień, zmęczony, markotny – kilka miesięcy temu przeszedłby obok takiego napadu obojętnie, co oczywiście wcale nie jest czymś, z czego byśmy się cieszyli.

Jedynym plusikiem całej historii jest fakt, że na dyżurze w przychodni, do której się udaliśmy, poznaliśmy pediatrę, któremu chętnie powierzymy taką codzienną opiekę nad Kacprem. Taki lekarz z powołania, co dało się odczuć już w kilka chwil po wejściu do gabinetu. Generalnie do tej pory nasi pediatrzy, z nielicznymi wyjątkami (także Ci na specjalnych dyżurach) prezentowali dwie postawy – po usłyszeniu książęcej historii albo ‚załatwiali sprawę’ w dwie minuty, byleby tylko mieć nas z głowy, albo wykazywali się większą znajomością tematu przewodniego tejże historii niż każdy z naszych dotychczasowych neurologów (raz nawet jeden lekarz chciał nam zmieniać całe leczenie, głuchy na nasze argumenty). A dziś było zupełnie inaczej, było tak, jak byśmy sobie tego życzyli (nad szczegółami, jak dokładnie byśmy sobie tego życzyli, nie ma się co rozwodzić, każdy wie, jak chciałby się czuć u lekarza i jak chciałby być potraktowany) – dość powiedzieć, że Kacper obdarzył tegoż pediatrę swoim uśmiechem, co wiele znaczy.