Mama ma wolne, czyli dzień Kacpra z tatą

Wspólny dzień, tylko we dwóch, zaczęliśmy dopiero o godzinie 10:00, pozwoliliśmy sobie na dłuższe niż zazwyczaj poranne leniuchowanie (krótko mówiąc – jeden z nas zaspał).

Na początek to, co obaj lubimy – czyli jajecznica. Zrobiliśmy jej sporo, tak, aby jeden nie musiał podjadać drugiemu, a trzeba zaznaczyć, że na prawdę ją lubimy, wręcz uwielbiamy. Jeśli zrobimy tylko porcję dla jednej osoby lub po prostu za mało, kończy się dzieleniem (podjadaniem właśnie) i tym, że obydwaj mamy niedosyt (czyli, że jesteśmy głodni). 

Następnie szuru buru, czyli mycie ząbków. To również lubimy, choć po przebytym zapaleniu dziąsełek, nieco mniej. Nie omieszkamy natomiast oczywiście zafundować sobie masażu buźki przy okazji, specjalną szczoteczką, taką z wypustkami. 

Teraz czas na zabawę. Nie ma mamy, więc możemy popuścić wodze naszej ułańskiej fantazji no i dzieje się wiele  (nie żebyśmy przy mamie jakoś specjalnie się ograniczali czy hamowali). Bałaganimy. Gramy w piłkę w salonie i próbujemy trafić nią Igiego Pigla. Obrywamy listki z kwiatków (te co bardziej uschnięte…), czytamy, no ba, bajkę o Piotrusiu Panu. Oglądamy razem program o klasycznych samochodach.

Robimy paluszki (tak nazywamy dociski stawowe kacperkowych paluszków) i masujemy kacperkową twarz, w przerwie między rozrzucaniem różnych rzeczy po podłodze i eksploracją domku Teletubisiów (tym, który dostaliśmy od cioci Miśki pod choinkę). Gdyby ruszała jakaś kampania reklamowa przygód o Teletubisiach, Kacper musi w niej wystąpić. Prawdopodobnie jest to jeden z ich najwierniejszych fanów. Bądź co bądź, dzięki niemu Po zwiedziła Krym.

Staramy się obciąć paznokcie u stópek, ale pojawiają się gwałtowne protesty jednej ze stron w tym procederze uczestniczących, zatem odkładamy tą aktywność na później. 

Drzemka. Nie poobiednia, a przed. Obiad jemy dość długo, bo obaj pozwalamy sobie na wygłupy. I już wiemy, że mama miała rację ubierając jednego z nas we wczorajsze bodki. Powiedziała, cytując –  „po co macie brudzić czyste”.

Mama wróciła o 15:00, mówiąc, że już się za nami stęskniła i że jest bardzo zimno na zewnątrz.