Mikołajkowe historie

W tym roku po raz pierwszy udało nam się nie dać Kacprowi prezentu z okazji 6. grudnia wcześniej. Jest to dla nas całkiem spory sukces (łatwo nie było i wciąż nie jest, chociaż w sumie za 2 godziny już moglibyśmy z czystym sumieniem zacząć obdarowywanie). Udało nam się ograniczyć jedynie do wspólnego przeczytania kilku bajek o mikołajkowej tematyce, aby wprowadzić Księcia w odpowiedni nastrój i tematykę  (a my czytanie bajek, wspólne, lubimy bardzo). Każdy z takich dni – mamy na myśli Gwiazdkę, Mikołaja, urodziny, Dzień Dziecka – nie jest dniem łatwym. W takie dni czujemy bardziej niż zwykle, że wiele rzeczy powinno wyglądać inaczej – bo wszyscy kiedyś snuliśmy jakieś plany na przyszłość. Ale potem przychodzi życie i plany te zmieniają się (czasem mniej, czasem o wiele bardziej, niż bylibyśmy skłonni zaakceptować). Ale nic to, dostosowujemy się, nabieramy siły, zdobywamy taką, o jaką się nie podejrzewaliśmy. Stawiamy czoła problemom.

W takie dnie cieszymy się,  Kacper również się cieszy. Smucimy się również, gdzieś tam w środku, głęboko, bo wiemy, że jego radość mogłaby być większa, a jeśli nie większa, to na pewno inna. Nieokraszona cierpieniem czy zmaganiem się z problemami życia codziennego, które niewielu zaliczyłoby  do kategorii codziennych. 

Zostawiając te słodko-gorzkie przemyślenia, szykujemy się do piątkowej wizyty u lekarza. Dziś w związku z tym byliśmy na USG jamy brzusznej i nerek, książęcych. Mimo, że kontrola wypada za kilka miesięcy, chcieliśmy się upewnić, czy nie ma żadnych zmian w poszczególnych narządach. Nie ma, na szczęście. Już weszliśmy w swoje role wizytowe, czyli jedno z nas się zamartwia, za całą rodzinę, drugie skupia się na tym, że na pewno będzie dobrze – żywiąc nieograniczony optymizm, bo taka jest jego rola. 

Kacper natomiast chyba zaczyna odczuwać skutki swoich nocnych szaleństw z ostatnich dni. Najzwyczajniej w świecie jest zmęczony i na takiego wygląda. Ale co ciekawe, bardzo ładnie ćwiczy na rehabilitacjach, udziela się ostatnio i partycypuje w pełni. Zaskakuje nas bardzo! Na dodatek budzi się w nim taka ciekawość świata, znana rodzicom wszystkich pewnie nawet jeszcze niemowlaków – my dopiero ją poznajemy – co znajdzie się w zasięgu kacperkowych rączek, musi zostać przezeń dotknięte i zbadane. Niektóre rzeczy jeden raz – inne wielokrotnie. A to, że Kacper robi to coraz bardziej ‚zgrabnie’, to dodatkowa radość. Zasmuca nas jedynie fakt, że używa do tego w większości lewej rączki, z prawej korzysta niejako jedynie ‚przy okazji’ (lewa strona kacperkowego ciałka jest tą stroną dominującą. Na przykład – na lewą nóżkę jest mu o wiele łatwiej założyć bucika, niż na prawą – czasem jest to wręcz niemożliwe, tak usztywnia prawą stopę). 

One thought on “Mikołajkowe historie

  1. to ja dla pocieszenia ,dodam iż u Maksia tez dlugo dlugo pracowała tylko lewa rączka a prawa była nazwana leniuchem:)Od niedawna dopiero Maksiu zaczął używać obu posiadanych,I z bucikiem było tak samo z ta róznica iz teraz trudniej jest go założyc na lewa:/ot zmiana stron:)

Comments are closed.