Na grzyby raz, na grzyby dwa

Lubimy zbierać grzyby. Jedno z nas nawet twierdzi, że uwielbia i kiedyś zbierało te grzyby wręcz nałogowo, ze sporymi sukcesami.
Nic zatem nie stało na przeszkodzie, abyśmy się wybrali na rodzinne grzybobranie, pierwsze wspólne. I tak też zrobiliśmy wczoraj, udając się w okolice Legionowa (bo nasza wiedza na temat ‚miejsc’ w okolicach Warszawy jest, póki co, uboga). Nie na długo i niewiele grzybów nazbieraliśmy – ot, tyle co na sos grzybowy – ale zabawa była przednia. Nie ma co ukrywać, przemieszczanie się wózkiem po lesie (mimo, że wybraliśmy taki dość przystępny) nie należy do najłatwiejszych, ale jakoś dawaliśmy radę i z tego właśnie czerpaliśmy radość.
Widząca nasze zmagania kobieta, również grzybiarka, spacerująca po tym samym lesie, rzuciła do nas radosne inaczej stwierdzenie, obawiamy się, że pełne dezaprobaty: ‚z wózkiem to Pani nie nazbiera’.
Miała kobieta pewnie rację, zatem… w dniu dzisiejszym ponownie wybraliśmy się na rodzinne grzybobranie, bo grzybów zabrakło na zupę grzybową, a wiadomo, że zupa grzybowa przyrządzona ze świeżych grzybów, jest pyszna. I dzisiaj również było fajnie, również zabawnie, walczyliśmy z leśną rzeźbą terenu równie skutecznie jak wczoraj. I na zupę grzybową grzybów nazbieraliśmy.
Nie chcemy, aby nasza niepełnosprawność nas ograniczała, a przecież i tak nas w jakiś sposób już ogranicza. W dużej mierze to od nas, na szczęście, zależy, w jakim stopniu.
Ta sama kobieta nazbierała grzybów, których nazwy nie możemy sobie przypomnieć, ale twierdziła, że obgotowane są świetne do wódeczki. A my na grzyby wybieramy się również jutro.
IMAG1321

One thought on “Na grzyby raz, na grzyby dwa

Comments are closed.