Nasz nowy dom

Stało się.

Po prawie 4 latach opuściliśmy nasze pierwsze warszawskie mieszkanie i, co tu dużo gadać, po prostu przenieśliśmy się na wieś. Właśnie kończy się szalony tydzień zdominowany przez przeprowadzkę. Przeprowadzkę, która dzięki zaangażowaniu wielu osób przebiegła bardzo sprawnie (szczególne podziękowania należą się babci i dziadkowi chłopaków, bez których rozgoszczenie się w nowym miejscu zajęłoby nam chyba jeszcze z dwa miesiące).

Odgrażaliśmy się, że to kiedyś nastąpi, ale dopiero niedawno znaleźliśmy idealne miejsce i w sumie to sami się dziwimy, że to się w końcu udało. A idealne miejsce w naszym mniemaniu jest miejscem takim, w którym każdy z naszych synów może swobodnie uzewnętrzniać siebie, nie niepokojony przez osoby trzecie, a w którym jednocześnie my, rodzice chłopaków, nie będziemy czuć się tym uzewnętrznianiem siebie zestresowani w kontekście tych osób trzecich właśnie. Innymi słowy: chcieliśmy, żeby Kacper mógł krzyczeć ile będzie chciał i kiedy będzie chciał. Chcieliśmy także, żeby Leoś miał jak najwięcej kontaktu z naturą, bo zamknięty w przysłowiowych czterech ścianach naszego dotychczasowego mieszkania zaczynał się chyba czuć jak w więzieniu i sami widzieliśmy narastającą w nim frustrację (a ileż można siedzieć na placu zabaw pod blokiem)…

A my potrzebowaliśmy trochę świętego spokoju 🙂