Otwarcie sezonu katarowego

I to otwarcie całkiem huczne, takie z przytupem.
Jeśli zostalibyśmy zapytani, co sprawia nam trudność w opiece nad niepełnosprawnym synem, dzisiaj odpowiedzielibyśmy – opanowanie go w czasie, kiedy ma katar. Ba, odpowiedzielibyśmy jednogłośnie i solidarnie.
Kacper z katarem jest nieznośny i nie daje chwili wytchnienia. W zdrowiu (wolny od kataru i innych przeziębień) również bywa nieznośny, ale jest to ten rodzaj bycia nieznośnym, w którym po to jest się nieznośnym, aby coś wymusić na swoich rodzicach (żeby nimi manipulować, a my sobie tu wychowaliśmy mistrza manipulacji, do czego z bólem serca przyznać się musimy). I z tym rodzajem bycia nieznośnym jesteśmy w stanie się zmierzyć, bo mierzymy się z nim często, ale w katarze Kacper wznosi się na zupełnie inny poziom nieznośności.
Ale! Czemuż tu się dziwić? Przecież Kacper jest facetem i jak każdy facet w walce z katarem czy też przeziębieniem jest na straconej pozycji. Bo my, faceci, mamy chyba jakąś wrodzoną niezdolność do poradzenia sobie z takimi kryzysowymi sytuacjami. Aż strach pomyśleć, co by było – bądź co wręcz będzie – jeśli Kacper zarazi drugiego faceta w rodzinie. Mama Kacpra musiałaby się wnieść chyba na wyżyny swojego bohaterstwa, aby opanować taką historię i się w niej odnaleźć, wyjść z niej cało i w jako-takiej kondycji psychicznej.
Z padaczką sobie radzimy, katar nas przeraża.