Piękna pogoda, weekend u dziadków i okropny katar!

Chcąc wykorzystać piękną pogodę, jaką raczy nas tegoroczny marzec, wybraliśmy się na weekend do Kacpra dziadków, ‚za miasto’. Niestety plany spacerów na świeżym powietrzu, zwiedzania okolic i korzystania z ogrodowej huśtawki spełzły na niczym, ponieważ w piątek rano Kacper obudził się z potwornym katarem. Nie chcąc wywoływać wilka z lasu i ryzykować kolejnym poważniejszym przeziębieniem, które w dłuższej perspektywie pokrzyżowałoby nasze dalekosiężne plany, spędziliśmy czas w zaciszu domowego ogniska. Katar mija, pozostał kaszel, ale mamy nadzieję, że sytuacja jest już pod kontrolą.

Pod kontrolą, przynajmniej jeśli chodzi o przeziębienie. Nawiązując tym samym do napadów musimy przyznać, że wydają się być odrobinę słabsze, ale jak tu w ogóle wyrokować, skoro dzieje się to wtedy, kiedy Kacper znów złapał jakieś paskudztwo. Niemniej, jutro ponownie zwiększamy dawkę Topamaxu, dodajemy kolejne 15mg, rano. Czy coś to zmieni, nie wiemy, ale cierpliwie czekamy.

Nie na tyle jednakże cierpliwie, aby nie myśleć już o alternatywach. Pewnie każdy rodzic dziecka z problemami neurologicznymi słyszał o pewnym czeskim lekarzu, który wśród wielu uchodzi za geniusza/cudotwórcę. My również o nim słyszeliśmy, ale wiemy również, że współpracuje blisko ze szpitalem tudzież lekarzami z katowickiego szpitala na Ligocie, z którego my kiedyś niejako uciekliśmy, stąd też dość długo się przed wizytą u niego wzbranialiśmy. Doszliśmy jednak do wniosku, że warto poznać jego opinię i wybieramy się do niego po rezonansie magnetycznym głowy, który mamy zaplanowany na 25 kwietnia (tak, aby móc jechać z kompletem badań).

Kończąc inny, poruszony wcześniej wątek – nie da się opisać słowami miłości do swojego dziecka, ale warto próbować. Warto o tym rozmawiać. Po to, aby kochać głębiej i pełniej.