Pierwsze dwa dni turnusu za nami

I na pewno nie należały one do najłatwiejszych, przede wszystkim dla Kacpra.

Tak jak się spodziewaliśmy, Księciunio mocno buntuje się przez prawie całe ćwiczenia i nie godzi się na nic oprócz drobnych ćwiczeń na huśtawce. Na jego nieszczęście (a właściwie szczęście) rehabilitantka, która z nim ćwiczy jest nie tylko bardzo uparta, ale całkiem odporna na jego marudzenie, płacz, dąsy, złoszczenie i grymasy, zatem Kacper przez dwie i pół godziny jest zmuszony do pracy. I tu trzeba przyznać, że Kacper protestuje nie tylko dla zasady, ale przede wszystkim dlatego, że wykonuje bardzo skomplikowane czynności, których nikt od niego jeszcze nie wymagał. Dodatkowo cały czas jest w TheraSuit (dla przypomnienia, kombinezon podnosi napięcie mięśniowe a mózg je zapamiętuje), który odczuwa o wiele bardziej (głębiej) niż TheraTogs, do którego jest przyzwyczajony. W ramach ciekawostki dodamy, że często rodzice ubierają TheraSuit, aby wiedzieć, jak odczuwa go ich dziecko – i zazwyczaj bardzo szybko proszą, aby im go zdjąć.

Podejrzewamy, że Kacper ma na nas małego focha, ponieważ nie reagujemy w ogóle na jego zawodzenie podczas ćwiczeń, choćby jak intensywne ono nie było – co wcale nie jest takie proste, żeby nie powiedzieć ‚serce się kraje’. Ograniczamy się do prób zajęcia jego uwagi i rozweselenia go, w większości nieskutecznych.

Przed nami kolejny dzień, trzeci. Nierzadko ponoć właśnie trzeciego dnia dzieciaki mają turnusowy kryzys. Ciężko sobie wyobrazić turnusowy kryzys w kacperkowym wydaniu – wszakże nasz kryzys zaczął się z pierwszym kontaktem Kacpra z matą w ośrodku 🙂