Płacz i zgrzytanie zębów

Nie inaczej, ale właśnie płaczem (czasem dość histerycznym) Kacper wita nas po dłuższym wzajemnym niewidzeniu się. Jak chociażby wtedy, kiedy odbieramy go z przedszkola. Kiedy tylko Księciunio wypatrzy któreś z nas – to, które akurat danego dnia zabiera go do domu – właściwie zawsze wpada w prawie że histerię, którą zakończyć może praktycznie jedynie wzięcie go na ręce. I w czymkolwiek by wtedy nie brał udziału – czy jest to jedzenie podwieczorka, czy inna radosna aktywność – w chwili wypatrzenia mamy bądź taty, Kacper definitywnie przestaje partycypować. Z naszego punktu widzenia cała sytuacja jest dość zabawna, chociażby ze względu na to, jak bardzo Kacper jest przewidywalny w tym aspekcie. Śmiejemy się jednak czasem, jak to musi wyglądać ‚z boku’: rodzice przychodzą po swoje dziecko do domu, a to od razu wpada w szał. No cóż, aż się prosi o oczywistą interpretacje faktów – na szczęście nasz syn zwykł wymykać się oczywistym klasyfikacjom, podobnie jak nasze rodzicielstwo 🙂

Taki sam schemat działa, kiedy jedno z nas wraca do domu po chociażby kilkugodzinnej nieobecności. Weźmy na przykład takiego tatę, wracającego z pracy. W pędzie następuje zrzucenie butów, umycie rąk i należy paść w kacperkowe ramiona, tulić i ściskać, całować i głaskać, aby zażegnać widmo czającej się eksplozji książęcego zniecierpliwienia i żałości. Dość przyznać, że prawie zawsze ta eksplozja następuje mimo podejmowanych wysiłków – i my się na to godzimy, bo przecież tulimy się i ściskamy, całujemy i głaskamy – zaraz po padnięciu sobie w ramiona, a to zawsze jest miłe, a Kacper w tej swojej szczerej tęsknocie jest uroczy. Ciekawym jest jednak to, że po urodzeniu Leosia plan powrotów do domu musiał ulec lekkiej modyfikacji, bo aktualnie jest dwóch młodzieńców, których należy przywitać – a Kacper skrócił nam w związku z tym akceptowalny przez niego czas liczony od wejścia do pierwszego bezpośredniego kontaktu do już poniżej niezbędnego minimum 🙂