Po EEG!

Tak jak przypuszczaliśmy, nie było łatwo. Ostatecznie umówieni byliśmy na 11:15. Wstaliśmy o 6:00, po nocy wypełnionej książęcym rzucaniem się po łóżku. Około 8:30 zaczęła się walka o to, żeby Kacper nie zasnął. O 9:00 już byliśmy na spacerze.

Udało się powstrzymać Kacpra przed zaśnięciem do samego badania. Po 5 godzinach aktywności powinien najzwyczajniej w świecie paść. Natomiast Księciunio, położony na kozetce, po założeniu ‚czapeczki’ z elektrodami, bardziej był zainteresowany pokojem, w którym się znalazł, niż udaniem się w krainę snów i co chwila obdarzał nas promiennym uśmiechem – banan od ucha do ucha.

W końcu zasnął. Badanie trwało mniej więcej 30 minut. Wybudzony Kacper miał lekki napad, który został zarejestrowany i to jest bardzo cenne. Lekarz wykonujący badanie stwierdził, że napad miał charakter mioklonii, czyli zrywu mięśniowego. Nie był to napad zgięciowy!

Opis wyników będziemy mieć już jutro, ale sami możemy powiedzieć, że chyba jest dalsza poprawa zapisu EEG w porównaniu z badaniem sierpniowym. Co najważniejsze, nie ma w nim cech hipsarytmii (właściwej dla zespołu Westa).

Wizyta u naszego neurologa też jutro (przełożona z wtorku). Będziemy mogli od razu przeanalizować EEG i podjąć jakieś decyzje co do dalszego leczenia.