Postanowiliśmy na siebie donieść

Bo oto jest taki prawy i sprawiedliwy poseł, zatroskany wielce o to, co to się dzieje z niepełnosprawnymi dziećmi, przede wszystkim w domu. Jest taka posłanka, też tak prawa, jak i sprawiedliwa, stająca dzielnie i dumnie w obronie dzieci tudzież młodych dorosłych, zmuszonych do walki w Sejmie o swoje prawa, którym przecież dzieje się tam krzywda.

Zazwyczaj, kiedy ktoś, kto nie ma pojęcia jak wygląda życie niepełnosprawnego dziecka, mówi głośno o tym, jak wygląda życie niepełnosprawnego dziecka, my stoimy z boku, nie angażujemy się, nie komentujemy szeroko.

Kiedy ktoś, kto nie ma pojęcia, jak wygląda życie z niepełnosprawnym dzieckiem, mówi głośno o tym, jak wygląda życie z niepełnosprawnym dzieckiem, milczymy – czasem śmiejąc się jedynie pod nosem. Kiedy ktoś, kto nie ma pojęcia, jak wygląda opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym, albo jak wygląda życie rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym, mówi głośno o tych sprawach – nie zwracamy na to zbytnio uwagi.

Ale w ostatnich dniach i tygodniach, kiedy jak przysłowiowe grzyby po deszczu, w społeczeństwie wyrosło zupełnie nowe i liczne pokolenie znawców niepełnosprawnej rzeczywistości, którzy to znawcy w dużej mierze nigdy nawet nie stali obok osoby niepełnosprawnej teraz chcą decydować, czy rodzic osoby niepełnosprawnej będzie potrafił zagospodarować odpowiednio i z korzyścią dla tej osoby zawrotną kwotę 500 zł, coś w nas pękło. I żeby dać Wam jakieś wyobrażenie poziomu tej zawrotności: to mniej więcej – 4 (słownie: cztery) godziny rehabilitacji.

Wygląda na to, że rodzic dziecka niepełnosprawnego, bez względu w jakim to dziecko jest wieku, nie jest godzien zaufania państwa polskiego, że te pieniądze wyda z sensem i w interesie tegoż dziecka niepełnosprawnego. Rodzic, któremu to państwo polskie zaleca i zachęca, żeby to dziecko niepełnosprawne urodził, obiecując, że będzie go potem wspierać, nie jest zdolny według państwa polskiego do zarządzania budżetem w wysokości 500 zł, w imieniu swojego dziecka. Dziecka, któremu ten rodzic oddał już wszystko, oddał siebie samego.

I to państwo polskie, różnymi ustami, na przykład takiego właśnie posła i takiej właśnie posłanki, mówi nam teraz, że obawia się, że zamiast tych 4 godzin rehabilitacji miesięcznie, rodzic tego dziecka niepełnosprawnego kupi sobie np. książkę albo pójdzie do kina (bo ten rodzic dziecka niepełnosprawnego ma czas na wszystko). Albo, o zgrozo, może zapłaci jakiś rachunek – albo kupi butelkę wina i jeszcze się zrelaksuje! A dziecko w tym czasie – wiadomo – związane w beczce.

Panie pośle, pani posłanko – u nas czasem jest tak źle, że musimy założyć Kacprowi na ręce ortezy, które zwyczajowo nosi się na nogach, i rzepami przypiąć mu te ortezy (które ma na rękach) do hamaka, w którym Kacper leży, bo inaczej prawdopodobnie w napadzie agresji mógłby sobie zrobić porządną krzywdę. Wolimy to, niż wsadzić go w jakiś kaftan. I tak właśnie wygląda niepełnosprawna rzeczywistość. I jako rodzina w pana, panie pośle, i pani, pani posłanko, ocenie – patologiczna – możemy się zrzec także tych 153 zł z zasiłku pielęgnacyjnego, które dostajemy od państwa polskiego. Teraz niestety musimy kończyć pisanie, bo Kacper zrobił kupę i chyba musimy go wykąpać.

A pod Sejmem więcej policji, niż niepełnosprawnych.