Potrzeba specjalnego kształcenia

Udokumentowana specjalnym orzeczeniem wydanym przez właściwą Poradnię Psychologiczno – Pedagogiczną jest niezbędnym warunkiem przyjęcia Kacpra do placówki przedszkolnej, do której chcielibyśmy go posłać (o czym pisaliśmy kilka tygodni temu). Mimo, że wciąż pracujemy nad zgromadzeniem środków, które przeznaczymy na opłaty za nią (te zebrane w ramach 1% są w całości rozplanowane na książęcą rehabilitację, to jest podstawa i postanowiliśmy, że nie będziemy z tym eksperymentować) i cały budżet jest jeszcze wręcz w powijakach (bo i też raczej nie wygospodarujemy miesięcznie takiej kwoty z naszego budżetu domowego, stąd też poszukiwania alternatywnych źródeł finansowania dla kacperkowego przedszkola), zajęliśmy się zorganizowaniem tychże wymaganych dokumentów. W tym celu odbyliśmy już dwie wizyty w rzeczonej Poradni, aktualnie czekamy na opinię osoby, która badała sprawę naszej rodziny, po czym zbierze się komisja specjalistów, która to wypracuje ostateczną (mamy nadzieję) decyzję i wyda orzeczenie umożliwiające nam taki specjalny tryb kształcenia przedszkolnego. 
Interesujące było zwłaszcza drugie spotkanie, w którym partycypował Kacper i partycypowała mama Kacpra (dla taty Kacpra zabrakło miejsca w pokoju, w którym to spotkanie się odbywało…). Na tymże spotkaniu nasz młodzieniec został poddany serii testów, które miały rozstrzygnąć, czy potrzebuje specjalnego kształcenia, czy też raczej nie. Kacper, jak to Kacper – dziecko ogólnie nielubiące bycia poddawanym jakimkolwiek testom – uroczo oblał większość (nie potrafił wskazać zadanego koloru, dopasować kształtem drewnianych klocków do odpowiednich otworów w pudełku, ułożyć wieżyczki z innych klocków, segregować różnych przedmiotów, nie potrafił wskazać na rysunku domku). Ale, co ważne i znamienne – i nowe! – Kacper chciał się bawić różnymi rzeczami, które mu podawano bądź które kładziono przed nim, na swój własny sposób, niekoniecznie w taki, który byłby uznany za właściwy i pożądany w kontekście zaliczenia zadania (pomponu z włóczki, z dzwoneczkami, właściwie nie można mu było odebrać). Jest to o tyle istotna zmiana, że chociażby jeszcze w maju, podczas wizyty u neurologa, ostentacyjnie ignorował każdą zabawkę czy też przedmiot, którym próbowano go zainteresować. Tymczasem teraz zaskoczył nawet nas, jakże pozytywnie i miło – zaskoczył, bo zwykł tego typu zachowania zostawiać właśnie tylko dla nas, pokazywać to, co tak naprawdę potrafi jedynie w zaciszu domowego ogniska. 
I wracaliśmy z tego spotkania, już razem, mama mogła szczegółowo opowiedzieć tacie o jego przebiegu – i nie ukrywamy, że rozpierała nas radość i duma. Czy to może dziwić? Pewnie tak. Moglibyśmy się skupić na tym, że Kacper nie wykonał praktycznie żadnej z czynności, o które go proszono – i tym samym mamy nadzieję, że chociaż to orzeczenie ‚mamy w kieszeni’ – ale dla nas ważny jest tu inny aspekt. Liczy się to, czego Kacper może się jeszcze nauczyć i czego się uczy. Bo tego, czego Kacper nie umie, jesteśmy w pełni świadomi. 

One thought on “Potrzeba specjalnego kształcenia

  1. Ma chłopak swoje zdanie i bardzo dobrze 🙂
    A co do tego,że jeszcze dużo się nauczy i nie raz zaskoczy,nie mam żadnych wątpliwości.

Comments are closed.