Przychylanie nieba

Czasem musimy sobie zrobić taką właśnie krótką, kilkudniową przerwę od pisania – jak ostatnim dniami. Po to, żebyśmy mogli pobyć sami ze swoimi myślami i uczuciami, bo mimo, że lubimy dzielić się częścią naszego życia z tymi wszystkimi, którzy tej części naszego życia są ciekawi – i mimo, że cenimy sobie tak możliwość tego dzielenia się, jak i fakt, że ktoś jest tą częścią zainteresowany – to przecież odrobinę musimy zostawić dla siebie. Zatem na kilka dni uciekamy od pisania.
Teraz jednak, kiedy potrzeba nakreślenia kilku słów staje się już nie do zniesienia, kiedy szukamy tematu, na jaki te słowa moglibyśmy nakreślić właśnie – uświadamiamy sobie, że bardzo mało piszemy o takich prostych, nieskomplikowanych niepełnosprawnością, rodzicielskich uczuciach. Uświadamiamy sobie, ale być może jesteśmy w błędzie – bo zdarza nam się pisać kilkukrotnie o tych samych rzeczach ale w różnych sytuacjach, wszakże piszemy już prawie 3 lata, niemalże całe kacperkowe życie i czasem nie da się uniknąć powtórzeń.
A my przychylilibyśmy mu nieba. Kacprowi. Nie dlatego, że jest niepełnosprawny i wymaga szczególnej troski, szczególnej opieki, czy też więcej miłości. Przychylilibyśmy mu nieba, dlatego tylko, że jest naszym synem. Dlatego, że kochamy go tak bardzo, bardziej niż można to sobie wyobrazić. Kochamy go, dlatego że jest. Drżymy o niego, nie tylko dlatego, że cierpi na padaczkę i inne dolegliwości. Drżymy o niego, bo jest naszym dzieckiem i drżymy o niego, tak jak każdy rodzic drży o swoje dziecko.
Kiedy leżymy z Kacprem w jego nowym paletowym łóżku (o dziwo, jesteśmy w stanie położyć się tam z nim oboje i to całkiem wygodnie), kiedy się przytulamy, wygłupiamy, śmiejemy, bawimy się zabawkami bądź czytamy sobie bajki – przecież wtedy nie ma niepełnosprawnego Kacpra, jest tylko Kacper, a my go kochamy i jesteśmy przy nim szczęśliwi. Chłoniemy tą jego radość, która w takich chwilach (i wielu innych) z niego bije, której on ma w sobie mnóstwo (taka wewnętrzna, prawdziwa radość).
On jest dla nas całym światem.