Relacja, bezpośrednia

Nie było łatwo, nie jest łatwo nadal. Sytuacja i szpitalna rzeczywistość jednak przerosły nasze nawet najśmielsze obawy (chociaż mama Kacpra twierdzi, że ona przeczuwała, że tak to będzie wyglądać i tylko tata Kacpra jest taki naiwny), bo okazuje się, że im Kacper starszy, tym trudniej opanować go w takich dość trudnych warunkach. Bo przecież nasz młody kawaler ma swoje żelazne przyzwyczajenia i nie rozumie (co nie jest dziwne), że on również musi się czasem dostosować do otoczenia. Okoliczności nie były początkowo komfortowe, jako że Kacper nie znalazł wspólnego języka z chłopcem, z którym przyszło mu dzielić salę – panowie nie mogli dojść do porozumienia w kwestii ustalenia godziny poobiedniej drzemki i kiedy jeden chciał oglądać bajki, to drugi właśnie próbował zasnąć. Znajomość nie miała szansy się jednak rozwinąć, bo… zmieniono nam te okoliczności, czyli przekwaterowano naszych współlokatorów (chłopca i jego mamę) do innego pokoju, tak, abyśmy mogli cieszyć się większym komfortem będąc sami w naszej sali (i za pewne po to, aby kacperkowy niedoszły kolega również mógł się cieszyć większym spokojem, niż mógłby zostając). Trzeba przyznać, że zrozumienie dla naszej sytuacji i dla kacperkowych specjalnych potrzeb nas tutaj mile zaskoczyło, bo nie tylko zorganizowano nam tą nietypową ‚jedynkę’, ale również pozwolono w drodze wyjątku zostać nam z Kacprem na noc obojgu, na co przystaliśmy, wcześniej upewniwszy się jednak, że nasz oddział wolny jest od pacjentów z chorobami zakaźnymi. Przystaliśmy, bo okazuje się, że opieka nad Kacprem poza domem to jest już zadanie dla dwóch osób i ta opieka wymaga również wzajemnego ustawicznego wspierania się 🙂 Wartym odnotowania jest fakt, że mama Kacpra została wyposażona w dodatkowe łóżko. Zdaje się, że jej ‚zostanie na noc’ personel oddziału przyjmuje z radością, wygląda na to, że zaufanie do tatów zajmujących się swoimi chorymi latoroślami mają tu średnie bądź żadne, czego namiastkę stanowi krótkie zdanie wypowiedziane przez jedną z pielęgniarek: ‚wie Pani, jak to mężczyźni…’. Widać tego stereotypu nie da się wykorzenić ot tak po prostu…

Nie udało nam się dzisiaj wykonać pełnego EEG, bo Kacper nie był skory do zaśnięcia we wskazanym momencie. Mamy zaplanowaną pobudkę jutro na 4:00 nad ranem, tak, aby móc podejść do niego ponownie w okolicach regularnej pierwszej książęcej drzemki.

A Kacper, wbrew naszym odczuciom i zmęczeniu, oczywiście radosny z wieczora (może z okazji Dnia Mamy?):