Różne odcienie radości

Idąc ulicą, spacerując z Kacprem, zazwyczaj mijamy mnóstwo innych rodziców, spacerujących z ich dziećmi. Możemy mówić o tym wiele, ale sens byłby taki, że każdy taki rodzic nas mijający, każde mijające nas razem z nimi dziecko, o którym możemy przypuszczać, że jest zdrowe – to cios prosto w serce. Bardzo bolesny, mimo, że bolesny tylko przez chwilę. Do czasu, kiedy mijający nas znikną z naszego widoku. Idziemy na taki spacer i co chwila ktoś nas wali prosto w te serca. 

Jednak jest też druga strona tej sprawy. Bo, co stwierdzamy szczerze i z przekonaniem, bycie Kacpra rodzicami jest dla nas największym szczęściem. Bycie rodzicami Kacpra, takiego, jakim on jest. Kacpra cierpiącego na padaczkę, Kacpra który zawsze będzie walczył z wieloma ograniczeniami, Kacpra niepełnosprawnego. Radość, którą czerpiemy z przebywania z nim stale w nas rośnie, ta radość jest coraz większa, wręcz przytłaczająca. Ta radość jest szczera, taka jak jego, kiedy coś go ucieszy. To jest taka radość z głębi serca. To jest w końcu radość, u której podstawy leży akceptacja, teraz już pełna, kacperkowej natury, tak to nazwijmy. 

I czasem jedynie się zastanawiamy, czy tak powinno być. Czy nie powinniśmy się stale buntować, krzyczeć, sprzeciwiać się – dlaczego Kacper, dlaczego my. Czy tak by było łatwiej? Być może – bo czasem łatwiej o prawdziwie negatywne niż o te ‚dobre’ emocje i uczucia. Czy fakt, że zaakceptowaliśmy wszystko, jakim jest, nie jest źle odbierane? Czy fakt, że zaakceptowaliśmy wszystko, jakim jest, nie będzie odbierany jako również nicnierobienie, aby to, jak jest, zmienić? 

Potem dochodzimy do wniosku, że te pytania są nic nie warte. 

I serce rośnie, kiedy widzimy, że Kacper daje radość nie tylko nam. I kiedy widzimy, że inni również tą radość chcą przyjąć. Chcą ją wchłonąć. Kacper nie jest wyzwaniem tylko dla nas. Jest wyzwaniem także dla wszystkich innych – cioć, dziadków, babci, przyjaciół. I serce rośnie, kiedy widzimy, że prawie wszyscy stają na wysokości zadania, bo każdy ma jakieś zadanie do wypełnienia w tej kacperkowej rzeczywistości. A tym, którzy jeszcze nie stają na wysokości przydzielonego zadania – dajemy po prostu więcej czasu na przystosowanie się i ‚nie poddajemy się’ w ich wypadku.  

I przesyłamy tym samym wirtualnie ogrom kacperkowej radości!

One thought on “Różne odcienie radości

  1. Oj daje radość, daje 🙂 Niewyobrażalną, nie do ogarnięcia można nawet by rzec 🙂
    Szkrabku kochany :*:*:*

Comments are closed.