Sobota…

Wycieczka. Za miasto, choć niedaleko, ale jakby w już w inny świat. Na wieś, jednym słowem.
Często, jak wiecie, zastanawiamy się, jak świat widzi Kacpra. Czasem też, jak widzi całą naszą rodzinę. Zgodziliśmy się już kilka miesięcy temu co to tego, że świat dookoła nas zauważa już tę kacperkową niepełnosprawność. I nie mamy z tym żadnego problemu, bo dlaczego mielibyśmy mieć – rzeczywistości nie sposób oszukać a zakłamać ją można krótkotrwale. Problem mamy z tym, że świat już nie tylko zauważa, ale również często reaguje na nią w sposób, który napawa nas obawami na przyszłość i, nie ma co ukrywać, sprawia nam również ból – bo reaguje z dystansem, z rezerwą, prawie, że odrzuca. Serwuje Kacprowi i nam te długie spojrzenia, niby ukradkowe, ale już trącące gapiostwem, tym specyficznym rodzajem gapiostwa, podszytego tak ciekawością, jak i obawą. Czy również i już odrazą, tego rozstrzygać teraz nie chcemy.
Bo ludzie się niepełnosprawnego Kacpra pewnie boją i stąd bierze się ta postawa. Boją się go, bo jest dla nich nieprzewidywalny i jednocześnie dlatego, że go nie znają (nie znają jego historii, nie wiedzą, co mu dolega – tak jak pewna mała dziewczynka kilka dni temu w sklepie, pytająca swojego tatę, dlaczego taki duży chłopczyk jeździ w wózku). Nie wiedzą, czego mogą się po nim spodziewać i nie wiedzą, jak on właściwie się zachowuje. A Kacper krzyczy, wydaje różne dźwięki, kręci główką bez powodu, gryzie te swoje rączki, kopie nóżkami – a na dodatek bardzo często ignoruje wszystkich wokół, i to pewnie również rodzi dodatkowe obiekcje. I jeszcze się ślini na potęgę.
Niemniej zdarzają się również sytuacje odmienne. Bo czasem spotykamy ludzi otwartych, otwartych tak po prostu i otwartych na Kacpra. Otwartych na jego niepełnosprawność i na naszą niepełnosprawną rodzinę. Akceptujących tą naszą niepełnosprawność i nie widzących jej jako coś gorszego. I mieliśmy okazję takich ludzi, takie osoby spotkać i poznać właśnie wczoraj – spędzić w ich miłym towarzystwie trochę czasu nie stresując się, co też sobie o nas i o Kacprze pomyślą, bo na ‘dzień dobry’ odczuliśmy, że stresować się nie musimy. Nieczęsto doznajemy takich doświadczeń, ale te nieliczne, jak to wczorajsze, prowadzą nas do wniosków, że wszystkie te negatywne reakcje na Kacpra i na samą niepełnosprawność biorą się niekoniecznie z jakiegoś uprzedzenia i złej woli, ale właśnie z niewiedzy i obawy przed innym. A te z kolei da się zwalczyć.
I my się tego uczymy. Uczymy się nie ukrywać kacperkowych problemów. Tak  jak kiedyś staraliśmy się wybrnąć w jakiś sprytny sposób z trudnych sytuacji, kiedy osoba wchodząca z nami w relacje zaczynała podejrzewać, że z Kacprem ‘coś jest nie tak’, tak teraz pozwalamy się takim sytuacjom po prostu ‘dziać’ – i pozwalamy każdemu, Kacprowi, nam, osobom trzecim – zmierzyć się z nimi i zareagować we właściwy wybrany sposób, naturalny – nie sztuczny. Chyba tyle możemy zrobić, żeby tą niepełnosprawność okiełznać.
I tam właśnie, nie tak daleko od Warszawy, czuliśmy się spokojni i zrelaksowani. A Kacper zawierał dla siebie i dla nas nowe przyjaźnie i znajomości. Często ludzie się go boją, ale czasem kradnie ich serca od pierwszych chwil. Gustawa przekonał po kilku dłuższych.

20130824_122423

2 thoughts on “Sobota…

  1. Nienawidzę kotów ale za każdym razem jak widzę to zdjęcie rozczulam się z myślą: „mmm :)”. Może następny prezent dla Księciunia to kotek?

Comments are closed.