Środowe uroki

Zaczęło się od porannego USG jamy brzusznej. O dziwo, o wiele trudniejsze od namówienia Księciunia do leżenia bez ruchu (co w sumie się ostatecznie nie udało, ale jakoś sobie poradziliśmy) okazało się samo dotarcie do gabinetu… Wszystkiemu winien oczywiście siarczysty mróz, dla Kacpra raczej nowość (zamarzł nam nawet bagażnik w samochodzie, o tyle jest to istotne, że zamarzł, zanim wyjęliśmy z niego książęcy wózek…).

Wyniki badania są pomyślne w tym sensie, że na chwilę obecną nie zaobserwowano żadnych zmian charakterystycznych dla stwardnienia guzowatego, a wartym odnotowania jest fakt, że lekarz wykonujący badanie znał tę chorobę i wiedział, czego szukać (nie jest to niestety regułą). W obrazie nerek jest jednak coś niepokojącego, co wcale nie musi być anomalią – czarna niewielka plamka, która może być wszystkim (podkreślić należy jeszcze raz, że nie jest na pewno guzkiem charakterystycznym dla SG). Całość sprowadza się do tego, że koniecznie za pół roku musimy ponowić badanie i sprawdzić nerki także pod kątem tejże plamki. Lekarz zasugerował nam również wykonanie badań na wydolność nerek.

Ponieważ ze względu na problemy samochodowe nie mogliśmy jechać na rehabilitację, w zamian późnym popołudniem odwiedziliśmy jeszcze naszego pediatrę, aby skontrolować Kacpra gardło mocno nadwyrężone przeziębieniem (a także intensywnym manifestowaniem sprzeciwu w stosunku do wymagań stawianych mu podczas rehabilitacji) i to już wystarczyło, aby Kacper się na nas odrobinę obraził.

Niestety wtedy jeszcze nie wiedział, że czeka go jeszcze wizyta u.. fryzjera, a raczej fryzjerów, kompetentnych w tym fachu na swój własny sposób, czyli nas 🙂 Wszelkie próby ujarzmienia czupryny Kacpra spełzły na niczym, po długiej dyskusji zapadła zatem kolejny raz decyzja o skróceniu książęcych włosów. Na razie nie zamieszczamy żadnych zdjęć, jako że dzieło nie zostało dokończone. Ponieważ Kacper tego nie ułatwia, pewnie będziemy je kończyć przez najbliższe kilka dni…