Stresujemy się jutrzejszą wizytą u psychologa

i testami, którym poddany ma być Kacper. Choć trzeba przyznać, że ‚testy’ brzmią nieco górnolotnie. Standardowo przed Kacprem położone zostaną trzy jakieś zabawki bądź klocki, nadgryzione zębem czasu, przy czym, pewnie jeden klocek będzie czerwony a któraś z zabawek ze sznureczkiem.

Oczekiwać się będzie, że Kacper co najmniej wyciągnie do którejś z tychże zabawek rączkę. Może, że nią potrząśnie, może coś naciśnie.

Wyglądać to będzie następująco – umówieni jesteśmy na 10:00, czyli wejdziemy 0 11:00 – jeśli wszystko pójdzie w miarę dobrze. Przez tą godzinę Kacper zdąży się znudzić szpitalnym korytarzem, które to znudzenie zacznie akcentować chwilę po wejściu do gabinetu. Jak już sobie uświadomi, że czeka go jakieś badanie (proszę nam wierzyć na słowo, on to już czuje podskórnie chyba), to zacznie okazywać także niezadowolenie, tym bardziej stanowczo, im bardziej będzie się go próbowało zainteresować tymi zabaweczkami.

I najbardziej nam w tym wszystkim szkoda właśnie jego, namęczy się chłopak i nazłości, a jeszcze nie wie, że prosto z Prokocimia jedziemy na terapię ręki i rehabilitacje…