Szyjemy, a jakże

Na sam początek spróbowaliśmy się zmierzyć z koszulką, T-shirtem takim zwykłym, dla Kacpra. Kacper jest niezwykły, będzie miał również niezwykłe ciuchy, bo przez nas zrobione, uszyte. Koszulka wydawała się dobrym pomysłem, bo niewielkich rozmiarów i prostego kroju. Chcieliśmy nawet zamieścić tu fotkę tej pierwszej koszulki, nad którą intensywnie dziś pracowaliśmy i Kacpra w nią ubranego, ale okazało się, że jest na niego za mała. I nie jest to jedyna niedoskonałość tejże koszulki. Niemniej nie zrażamy się i na pewno wkrótce pochwalimy się pierwszymi ciuchami by Korneccy, których nie będzie wstyd pokazywać (i kogoś w nie ubierać).

Tak sobie postanowiliśmy, że nauczymy się szyć, na maszynie – i powoli zamierzenie to realizujemy. Tu podkreślić należy, że uczymy się wspólnie, wspólnie jesteśmy w ten projekt zaangażowani. Tak, podkreślamy, tata Kacpra również chciał i chce. Na chwilę obecną to tata Kacpra właśnie jest operatorem maszyny. Kacper również uczestniczy – fascynuje go dźwięk, jaki maszyna wydaje, kiedy się nią operuje. Zatem mamy rodzinne zajęcia z szycia na maszynie. 

Ale to nie wszystko. Jak już wiecie, fascynują Kacpra gołębie. Niestety – mimo, że szukaliśmy w dniu dzisiejszym gołębi ‚na mieście’ dość intensywnie, prawdopodobnie ze względu na niesprzyjające okoliczności przyrody, byliśmy skazani na porażkę. Nic to – nie tylko prezesi wiedzą, jak używać zdobyczy nowoczesnej techniki – i znaleźliśmy gołębie w wirtualnym świecie. Nie rozwodząc się nad szczegółami, Książę był zachwycony filmem pokazującym karmienie tychże. A piszemy o tym, bo widok zachwyconego Księciunia i samo zjawisko zachwycenia w jego wydaniu jest czymś niezmiernie interesującym. To, co on wtedy wyrabia, przechodzi nasze możliwości werbalizowania tego, co obserwujemy. Niemniej, wydaje się, że chwila, w której zdecydujemy się na zafundowanie mu kanarka bądź innego ptaszyska, jest już bliska. Kanarki podobno mają zbawienny wpływ na rozwój dzieci niepełnosprawnych. 

Ale to nie wszystko. Dzisiaj dwie rzeczy zrobiliśmy po raz pierwszy. Ugotowaliśmy Kacprowi na obiad krem z marchwi i pomarańczy, który bardzo mu posmakował. I znowu bawiliśmy się we fryzjera – przy czym tym razem po raz pierwszy chyba efekty są więcej niż przyzwoite – i nie musimy się jakoś specjalnie wstydzić, nie musi się również wstydzić Kacper, bo wyszło równo i schludnie.

Ot, miły dzień.