To był dobry dzień,

który na dodatek ciągle trwa, jako że Kacper chyba ani myśli iść spać. Obudził się trzy godziny temu, po 30 minutach snu, który uznaliśmy za ‚ten nocny’, a nie drzemkę (ostatnio zdarza się to dość często, już się do tego zdążyliśmy przyzwyczaić). Teraz Książę korzysta ze swojego wysłużonego bujaczka – leżaczka (który zdaje się nawet już delikatnie poskrzypywać, co czyni go w kacperkowych kategoriach nawet atrakcyjniejszym) i powoli się kołysze. Opanował tę umiejętność do perfekcji, o czym zdaje się już kiedyś pisaliśmy. Jeszcze kilka minut temu nasz dom wypełniały śmiechy, chichy, radosne wrzaski, klaskanie rączek. Przytulaliśmy się, przekomarzaliśmy, robiliśmy ‚cacy cacy’ Tinky Winky, bawiliśmy się w ‚gdzie jest tata’, ‚gdzie jest mama’, no i oczywiście ulubione ‚gdzie jest Po?!’. Razem ze sroczką ważyliśmy również kaszkę. Wieczór to ta pora, kiedy możemy pobyć we trójkę i naładować baterie na kolejny dzień. Gwoli ścisłości – rankiem (wczesnym, nawet bardzo), również mamy ku temu okazję, zanim któreś z nas nie wyjdzie do pracy. Rankiem jednakże przeważają zabawy typu ‚Kacperku zaśnij jeszcze na pół godzinki’ 🙂

I nawet w tym skrzypiącym leżaczku, z już jednak troszkę sennymi oczkami ale wciąż zawzięcie bujający się, Kacper na każde nasze spojrzenie reaguje uśmiechem od ucha do ucha i w żaden sposób nie jesteśmy w stanie opisać radości, którą ten uśmiech daje!

Dzień dzisiejszy jest również dobry z innego powodu. Zdecydowaliśmy się na zmianę neurologa. Niby nic w tym nadzwyczajnego, ale dla nas to krok prawie tak ważny i  trudny jak zabranie Kacpra ze szpitala półtora roku temu i nie zgodzenie się na operację rozdzielenia półkul mózgowych. Ciężko to opisać, ale między nami (i przypuszczamy, że to dość powszechne) a dotychczasowym lekarzem Kacpra wytworzyła się pewna więź. To temu lekarzowi udało się w końcu ‚wyciągnąć’ Kacpra z napadów zgięciowych, co wielu lekarzom wydawało się niemożliwe. Niemniej poczuliśmy, że pora na zmianę. Nie ma potrzeby zagłębiać się w szczegóły, ale gdzieś zatraciliśmy bardzo ważne dla nas poczucie bezpieczeństwa w tym naszym ‚związku’ – i to nie naszego, ale bezpieczeństwa, którego szukamy dla Kacpra i które chcemy mu zapewnić.

Dziś spotkaliśmy się z nowym neurologiem prowadzącym i właściwie od razu poczuliśmy, że to osoba, której teraz potrzebujemy, której teraz potrzebuje Kacper. W ciągu jednej krótkiej wizyty dowiedzieliśmy się bardzo konkretnych rzeczy i wyjaśniliśmy wiele nurtujących nas kwestii, ustaliliśmy również plan działania na najbliższe 5 tygodni. Koniec końców, już dziś Kacper przyjął zwiększoną o 50% dawkę Lamitrinu (ustaliliśmy jednocześnie nową docelową).