Toż to tylko pięciolatek!

A my czasem o tym zapominamy.

Do takiego własnie wniosku ostatnio doszliśmy. Kacper ledwo co skończył magiczne 5 lat, choć, jak powszechnie wiadomo, żaden z niego typowy pięciolatek, bo ani nie jest nim w sensie mentalnym, ani fizycznie – no, chyba, żeby patrzyć jedynie na jego cechy stricte fizyczne, zewnętrzne, to należy przyznać, że ma więcej z jakiegoś wręcz siedmiolatka niż z chłopczyka w swoim właściwym wieku. Psychicznie bardzo trudno Kacpra zakwalifikować do jakiejś grupy wiekowej, ale my łapiemy się często na tym, że wymagamy od niego, mimo to, wiele. Bardzo wiele – za wiele – biorąc pod uwagę jego obecne możliwości intelektualne. Oczekujemy bowiem od niego, i to w jakiś taki nie do końca uświadomiony sposób – bo po prostu wpletliśmy tą postawę w naszą codzienną relację, nie zdając sobie z tego w sumie w pełni sprawy – że odnajdzie się w tej zaistniałej, wciąż nowej dla niego i trochę dla nas sytuacji, nazwijmy ją, leosiową. I że zrobi to tak po prostu.

Tymczasem okazuje się, że tak nie jest a nasze pierwotne założenie było ze wszech miar błędne – potraktowaliśmy Kacpra nie tylko nie na miarę jego możliwości, ale chyba obarczyliśmy go ciężarem, który byłoby mu trudno udźwignąć w – powiedzmy, z braku lepszego określenia – normalnych warunkach. Nasze założenie było błędne – przyjęliśmy je sądząc, że Kacper nie uświadomi sobie w pełni ‚grozy’ sytuacji. A tu proszę, młody kawaler podniósł bunt większy, niż można było zakładać. Czasem to jest dość zabawne, ale na pewno niczego chwilowo i na dłużą metę nie ułatwia. W tym wszystkim cieszy nas jedynie to, że powoli my się odnajdujemy lepiej w tej nietypowej konfiguracji i małymi kroczkami zbliżamy obu panów do siebie.

Ale wiemy już, że proces będzie długotrwały i trudny. Po drodze przyniesie wiele różnych emocji, ale da pewnie i sporo satysfakcji 🙂