Ukarani, z rozmachem

Przez Kacpra.

Od dłuższego czasu staramy się znaleźć odpowiedź na następujące pytanie: o co chodzi Kacprowi?

Taka, na przykład, standardowa dla ostatnich już nie tygodni, ale miesięcy, sytuacja: przyjeżdżamy po Kacpra do przedszkola zazwyczaj koło 15:30. Zazwyczaj Kacper wita nas uśmiechem, radością, przytula nas i wyciąga do nas ręce. No widać, że chłopak się cieszy, że mama bądź tata przyszli już po niego. I taka sielanka trwa to momentu, w którym wjeżdżamy do garażu, bądź – maksymalnie – do momentu, w którym wysiadamy z windy na naszym piętrze. Bo wtedy mamy już do czynienia z innym Kacperkiem. Takim, który cały czas się złości, krzyczy, gryzie i bije siebie, okazjonalnie próbuje bić również nas. I jest tylko jeden sposób (który na dodatek nie zawsze skutkuje), aby wyrwać go z tego zaklętego koła – poświęcić mu 100% swojej uwagi. Ale takie prawdziwe 100%. Nie 90%, ani nie 99%. 100%. A to jest niestety niemożliwe, cokolwiek byśmy nie robili i jak bardzo się nie starali. Prosty przykład: kiedy nie jesteśmy w domu we dwoje, kiedy Kacper jest pod opieką jednego z nas – wystarczy zostawić go (oddalić się od niego) na chwilę, aby wpadł w szał – a przecież trzeba chociażby zrobić mu (nawet odgrzać) obiad. I nie jest problemem to, że Kacper przestał tolerować, nazwijmy to, brak zainteresowania jego osobą z naszej strony (bo on to tak pewnie postrzega), ale właśnie to, w jaki sposób na to reaguje. A Kacper potrafi przyprawić nas o ciarki, potrafi nas przerazić i dodatkowo sprawia, że pękają nam serca, bo nas w ten sposób jednocześnie od siebie odpycha.

Nie pomogli terapeuci, nie pomogli psychologowie, nie pomógł nasz neurolog. I tak koniec końców trafiliśmy do psychiatry dziecięcego. I wspólnie staramy się w jakiś sposób wybrnąć z tej bardzo trudnej sytuacji, sprowadzającej się do ciągłego złoszczenia się i autoagresji. Ustaliliśmy, że zachowanie Kacpra jest celowe. I że niestety on po prostu chce nas… ukarać. I nie ma się co oszukiwać, wszyscy wiemy za co nas kara 🙂
I to też daje nadzieję na poprawę, bo w końcu musi mu przejść!

Tymczasem nie odpuszczamy i staramy się, aby Kacper w domu nawet przez chwilę się nie nudził 🙂