Uzdrawianie w tramwaju

Tak, w tramwaju, bo jak się okazuje rzeczywistość potrafi nieźle zaskoczyć i okazja do bycia uzdrowionym pojawić się może w najmniej spodziewanym momencie czy też miejscu. Dzisiaj na przykład pewna Pani zaoferowała nam swoje uzdrawiające umiejętności i usługi właśnie w tramwaju, którym wracaliśmy ‚z miasta’. Kacper podczas podróży tymże tramwajem z jakiegoś powodu nieco się zezłościł i dał temu wyraz, a że robi to w sposób dość specyficzny i przyciągający uwagę, to i wzbudził zainteresowanie współpasażerów. A zwłaszcza jednej kobiety, domorosłej uzdrowicielki – cudotwórczyni, która zakomunikowała nam, że ona wie jak pomóc Kacprowi i może go uleczyć (nie sprecyzowała, z czego dokładnie uleczyć) – i to nie inaczej, jak dotykiem. Była również bliska podjęcia prób uzdrawiania – czynienia cudów – a być może nawet egzorcyzmów, zaniechała tego dopiero na wyraźną prośbę mamy Kacpra.

Zdecydowanie wolimy postawę ‚taki ładny, taka szkoda’.