W Warszawie – póki co, bez większych zmian

Tymczasem rozpoczęło się księgowanie 1% podatku na subkontach fundacji opiekującej się Księciuniem, więc od kilku dni ciągle klikamy i klikamy, chcąc sprawdzić stan konta i… klikamy dalej, bo pewnie jednocześnie próbuje to zrobić kilkanaście tysięcy rodziców, co skutkuje tym, że strona się nie otwiera. Nic, tylko uzbroić się w cierpliwość. Zastanawiamy się, ile osób na przełomie października i listopada nieustannie myśli o kwocie, jaką uzbiera dla swoich pociech. Kwocie, od której bardzo dużo zależy. Po ponad dwóch latach ‚tego wszystkiego’ wiemy, że ile byśmy nie zarabiali, bez tego 1% się nie da… 

Prosty przykład. Kupujemy właśnie Kacprowi nowy wózek, taki już specjalistyczny, nadszedł na to czas. Wózek, który nie różni się wiele od tego wózka, w którym Kacper poznaje świat i podróżuje obecnie – jest po prostu trochę większy i ma kilka dodatkowych gadżetów. Różnica jest natomiast w cenie. Ten nowy kosztuje sześć razy tyle, co ten ‚stary’, więcej niż kosztował samochód, w którym podbijaliśmy Krym. I na dodatek – nie ma potrzeby, przynajmniej na razie, aby Kacper miał wózek jeszcze bardziej ‚zaawansowany’, bo ceny tych są już ciut z kosmosu.

Szukając dla Kacpra rehabilitantów z góry wiemy, że kiedy wspomnimy, iż jesteśmy podopiecznymi jakiejś fundacji, cena za godzinę skoczy o jakieś 50%, bo króluje dość krzywdzące takowe przekonanie – przecież mamy pieniądze na subkoncie i ma je fundacja. Tu jednakże musimy od razu nadmienić, że udało nam się znaleźć Kacpiemu rehabilitankę, która nie tylko jest świetna w tym, co robi, ma wiedzę i umiejętności – ale która radzi sobie z książęcymi humorami i która wydaje się, na szczęście, akceptować trudny charakter, jaki ujawnia nasz synek w trakcie ćwiczeń. I która na dodatek zaproponowała nam bardzo dobre warunki współpracy. Taki trochę wymarzony rehabilitant. Musieliśmy przejechać pół Polski, aby ją znaleźć 🙂

Na zakończenie dodamy, że kupiliśmy dziś Kacprowi jego pierwsze kalesonki. Łezka się w oku kręci, nasz chłopczyk dorasta. Ani się obejrzymy, a powie, że nie chce chodzić w czapce, bo to obciach. 

 

One thought on “W Warszawie – póki co, bez większych zmian

Comments are closed.