Wiecznie zdziwieni

Tacy jesteśmy. Każdy członek naszej rodziny jest wiecznie zdziwiony 🙂

Mocno zdziwiony jest oczywiście Leoś, bo dla niego wszystko jest nowe. Nawet, jeśli tak naprawdę nowe już nie jest, bądź być nowym nie powinno 🙂

Gdzie byśmy nie poszli, co byśmy nie robili, czego byśmy nie dotknęli – wszystko jest ‚o!’, ‚oo!!’, ‚ooo!!!’. I jest to przeurocze. Czasem, spacerując na przykład, kiedy Leoś rozdaje to swoje ‚ooo!!!’ na lewo i prawo, pokazując przy okazji paluszkiem to i tamto, żartujemy, że mijający nas ludzie muszą sądzić, że chłopak jest na spacerze pierwszy raz w życiu.

Kacper też jest zdziwiony. Nie w takim stopniu, w jakim Leoś, ale jednak jest. Sądzimy, że on gdzieś tam w głębi siebie jest wciąż zaaferowany tym, że Leoś jest i że Leoś nie znika 🙂 A w chwilach, w których uzmysławia sobie, że to jest sytuacja długotrwała z natury, musi być zdziwiony tymi wszystkimi rzeczami, które Leoś próbuje mu zrobić, a w które my staramy się nie ingerować, przynajmniej do pewnego stopnia (czym Kacper pewnie też jest zdziwiony). Leoś co i rusz wymyśla nowe sposoby zbliżenia się do swojego starszego brata, mniej lub bardziej rozsądne (jego nieustępliwość dziwi z kolei nas, i tak powoli sytuacja ogólnego rodzinnego zdziwienia się zapętla :))

I na koniec my, rodzicie. A my jesteśmy zdziwieni w tym towarzystwie chyba najbardziej, bo podwójnie. Dziwi nas na przykład to (bo to wszystko dla nas nowe!), że Leoś jak gąbka chłonie wszystko to, co widzi, co słyszy, co czuje. Dziwi nas to, jak Kacper przy Leosiu staje się świadomy tego, co się dzieje wokół niego. I wiele innych spraw i rzeczy nas dziwi.

Nie dziwi nas natomiast już to, ile snu potrzebują nasze dzieci (może inaczej: nie dziwi nas to, jak mało snu potrzebują nasze dzieci). Ktoś nam pięknie powiedział – albo gdzieś pięknie przeczytaliśmy – że dzieci nie śpią. One się ŁADUJĄ.

Święta prawda 🙂