Kto się smaży na plaży?

Wielkie, choć tylko dwudniowe. Taki swoisty test przed dłuższym plażowaniem, które planujemy w tegoroczne wakacje. Swoisty test, który wypadł bardzo pomyślnie – bo nie tylko obaj kawalerowie bawili się przez te dwa dni bardzo dobrze, ale więcej – okazało się, że byliśmy po prostu jednymi z wielu (setek!) plażowiczów. To, czego się obawialiśmy – czyli, że Kacper będzie sensacją, zjawiskiem, wydarzeniem ogólnoplażowym, bo w końcu potrafi przyciągać uwagę – to wszystko okazało się zupełnie bezpodstawne. Najzwyczajniej w świecie ginęliśmy w tłumie, a wrzaski i piski Kacpra ginęły wśród szumu fal 🙂 A nawet jeśli ktoś nas jako zjawisko postrzegał, to w ogóle tego nie odczuliśmy, bo postanowiliśmy się cieszyć po prostu tym, że panowie dobrze się bawią i dobrze bawić się razem z nimi. Leoś nie wiedział, co ze sobą zrobić – czy bawić się w piasku, czy w wodzie, czy jedno i drugie w tym samym czasie. Kacper, mimo tego, że przestał być fanem kąpieli już dawno, upodobał sobie delikatne kołysanie na falach w mini pontonie. I ten właśnie Kacper, którego ostatnie miesiące doświadczyły bardzo mocno (te wszystkie bakterie, infekcje, antybiotyki i lekarstwa), który schudł w związku z tym tak bardzo, że spokojnie można go nosić na jednej ręce (teraz waży 16 – 17kg, a ważył ponad 20), który nie jest w najlepszym stanie psychofizycznym – tam się śmiał, cieszył, relaksował. I już na samym początku, kiedy po 8 godzinach drogi (za cel obraliśmy Pogorzelicę, jako że tam aktualnie wczasują się babcia i dziadek chłopaków), wykończeni (żaden z naszych synków nie jest skłonny do długich podróży autem – a w związku z tym potrafią ją chóralnie zamienić w mały koszmar), zobaczyliśmy reakcję Kacpra – od razu wiedzieliśmy, że było warto.