Wizyta u neurologa

Ponownie zwiększamy leki, czego można się było spodziewać. Z nadzieją, że w końcu znajdziemy takie dawki, które organizm Kacpra zaakceptuje i które zablokują skutecznie napady. Całe szczęście wciąż możemy to robić, o wiele gorzej byłoby, gdybyśmy nie mieli takiej możliwości – naturalnie każdy lek ma górną granicę jeśli chodzi o dawkę, którą można podać (w stosunku do wagi ciała, a Kacper utrzymuje swoją od dłuższego czasu).

Niestety podczas dzisiejszej wizyty Kacper był mało towarzyski, żeby nie powiedzieć – niegrzeczny – zdaje się, że nigdy wcześniej nie padło to słowo w stosunku do naszego syna :). Używał wszelkich dostępnych mu środków (nie zna ich wiele, ale opanował je już bardzo dobrze), aby zakomunikować, że już nie chce, przy czym ciężko stwierdzić, czego nie chciał, ale jest w końcu dzieckiem, może być niezdecydowany (ma to po mamie!). Udało się nam więc poruszyć najważniejsze sprawy, ale nie wszystkie.

Tak jak się spodziewaliśmy, masaże stóp, na które tak bardzo liczyliśmy, nie są wskazane dla Kacpra. W jakimś stopniu polegają one na uciskaniu receptorów bądź nerwów znajdujących się na książęcych stópkach, co może wywoływać napady.

We wrześniu powtórzymy rezonans magnetyczny głowy, aby sprawdzić, jak rozwija się mózg Kacpra. Wciąż jest kilka niewiadomych związanych z poprzednim rezonansem (schizencefalia i guzki podwyściółkowe), teraz powinniśmy móc zaobserwować więcej.

Odbiegając natomiast od tematu wizyty u lekarza spieszymy donieść, że dziś rano Kacper powiedział NEVER. Nie wiemy co konkretnie never, ale nie ma to znaczenia, i tak jesteśmy z niego dumni! Rośnie nam mały lingwista!