Wpis bez tytułu, bo nie wiemy, jaki mu tytuł nadać

Aż należy załamywać ręce nad naszą bezmyślnością. Ledwo dwa czy trzy dni po tym, jak szczęśliwi, ostrożni (widocznie nie dość ostrożni) pochwaliliśmy się przed światem, że aktywność napadowa książęcego mózgu została wyciszona, jak zwykle następuje reakcja ze strony tejże aktywności napadowej. Wiemy, że nasze ‚krakanie’ ma tu najmniej do rzeczy, a najwięcej upał, to jednak czujemy się w związku z tym dość podle, tak jakbyśmy to wywołali.
Kacper miał dzisiaj dwa napady, w tym jeden najcięższy od wielu tygodniu, jeśli nie miesięcy. Jak mocny? Taki, że przy skurczach kapały kacperkowe łzy… A tych łez napadowych nie widzieliśmy już od bardzo dawna. W trakcie tegoż napadu, między skurczami, Kacper… wypatrzył niedaleko siebie Po, wyciągnął do niej rączkę, złapał, przyciągnął do siebie i trzymał jej ‚dłoń’ ściskając mocniej przy każdym szarpnięciu, do końca napadu. Serce się kraje i najłatwiej byłoby chyba siąść i płakać. Najłatwiej, ale Kacper na takie zachowania nie pozwala – i pomaga nam często spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy. No bo co mówi jego mina na poniższym zdjęciu? Na pewno nie ‚poddaję się’! A skoro on tak twierdzi, to nie nikomu nie wypada myśleć inaczej.
IMAG0448
Wizyta u neurologa już w sobotę. Tymczasem, aby nie obciążać Kacpra bardziej, niż to konieczne, odwołaliśmy na wszelki wypadek jutrzejszą rehabilitację.

One thought on “Wpis bez tytułu, bo nie wiemy, jaki mu tytuł nadać

  1. Ech no trudno a ja sie popłakałam, Kacperek całus wielki w nosek i dla Po żecz jasna także 🙂

Comments are closed.