Wraca tata wcześniej do domu…

A w domu w najlepsze trwa kacperkowa rehabilitacja, zgodnie z planem tygodnia. Tata wraca i po raz kolejny brutalnie przekonuje się, że jest podczas rehabilitacji mało potrzebny, żeby nie powiedzieć, że jest w ogóle niepotrzebny czy też wręcz jego obecność jest niewskazana. Dlaczego? Dlatego, ponieważ Kacper, do chwili przyjścia taty, walczy dzielnie. Stara się, przynajmniej zazwyczaj. Podpiera i tym podobne. Tata wchodzi, wraca – i koniec tychże starań następuje w chwili, w której Kacper tatę zobaczy – i wtedy zaczyna się już szeroko pojęty lament, przez który młody kawaler pokazuje, jak to jest mu źle i strasznie i ile to się od niego nie wymaga i że on sobie tego ogólnie nie życzy! 🙂
Nie wiemy, skąd się to wzięło, ale jest tak za każdym chyba razem. W tym lamencie Kacper jest naprawdę uroczy, bo łzy płyną jak grochy, zanosi się płaczem – ale jak my zaczniemy się wygłupiać, to on oczywiście zaczyna się śmiać przez te łzy, po chwili znowu wręcz wyje, potem znowu się śmieje i tak w kółko. A jeśli jest jakieś dziecko, które wygląda słodko, kiedy płacze, to na pewno jest to nasz syn (aby była jasność, myślimy tylko o tym płaczu, który jest płaczem w pełni kontrolowanym przez Kacpra). I kiedy nadchodzi koniec ćwiczeń, tata musi Kacpra uratować, czyli w naszym rodzinnym dialekcie, wziąć na ręce. I on się już wtedy wręcz rozpływa w szczęściu, w zadowoleniu, w błogości. Tata też się rozpływa w szczęściu, zadowoleniu, błogości. Bo mimo, że zaburza rehabilitacje, cieszy go niezmiernie fakt, że Kacper postrzega go jako swoistego wybawiciela! 

One thought on “Wraca tata wcześniej do domu…

Comments are closed.