Z klapsem, czy bez klapsa?

Jak wychowywać?

Z naszych domów rodzinnych wynieśliśmy różne doświadczenia w tym temacie. Jedno z nas wychowywane było w atmosferze raczej bezstresowej (co ma swoje plusy, jak i minusy), a co za tym idzie bez rękoczynów, drugiemu od czasu do czasu aplikowano nieco siłowej formy przekazywania wartości, których wpojenie uznawano za ważne i istotne.

Każdy rodzic wie od samego początku, jak będzie wychowywać swoje dziecko. Może nie już od chwili poczęcia, ale na pewno w momencie, kiedy dziecko przychodzi na świat. Każdy rodzic (tak nam się wydaje, że każdy) czyni jakieś założenia. Że będzie takim i takim rodzicem, że stosunki między nim a potomstwem chciałby ułożyć tak i tak, że w wychowaniu chciałby postępować tak i tak. Z czasem te założenia trzeba zweryfikować samemu, czasem te założenia weryfikują się niejako same z siebie, powodowane życiowymi okolicznościami. Czasem mamy wrażenie, że my do swoich założeń i ustaleń poczynionych dawno temu między nami a wtedy jeszcze brzuchem mamy Kacpra, w którym ten już wszakże zamieszkiwał, dopiero dojrzewamy, po kilku latach wspólnego obcowania. I nawet nie chodzi nam o to, że nasze założenia i ustalenia okazały się niedostosowane do potrzeb Kacpra, które przecież okazały się zgoła inne niż te, których się spodziewaliśmy. Chodzi raczej o nas samych, o to, że jakość i zrozumienie idei rodzicielstwa przychodzi z czasem, trzeba do niej dorosnąć. A przecież i tak wiemy, że niejedno uczucie nas jeszcze zaskoczy.

Zatem z klapsem, czy bez klapsa? Nie ma co ukrywać, że niejednokrotnie w chwilach słabości rodzi się ta najprostsza myśl: ‚zaraz zleję mu tyłek’. W chwilach słabości, w których Kacper nas nie słucha, nie chce czegoś zrobić, nie chce (nie potrafi) nas zrozumieć czy po prostu jest niegrzeczny. Trzeba nam wierzyć na słowo, że o godzinie 4:50 nad ranem czasem ciężko o wykrzesanie pokładów pozytywnych emocji nawet w stosunku do ukochanego dziecka. Ale stanowczo odpowiadamy – bez klapsa. Bez klapsa nie tylko dlatego, że z dużą dozą pewności możemy stwierdzić, że Kacper nie wyniósłby wiele z sytuacji, w której zostałby tak ukarany i niewątpliwie nie doszedłby do wniosków, do których taki klaps powinien go doprowadzić. Bez klapsa przede wszystkim dlatego, że nad Kacprem, tak jak nad każdym z nas, rozpościera się ochronny parasol nietykalności cielesnej i gorąco wierzymy, że nawet my, jego rodzice, choćby nie wiadomo w jak w dobrej wierze i powodowani najbardziej nawet wzniosłymi intencjami, nie dysponujemy prawem, aby jego nietykalność cielesną przekraczać.

O ile wiemy, że Kacper nie zrozumiałby, dlaczego uciekamy się do, nazwijmy to dosadnie, przemocy fizycznej w stosunku do niego – bo przecież klaps nią już jest – to jesteśmy przekonani, że, w najlepszym wypadku, tylko nadszarpnęlibyśmy jego wciąż kruche i delikatne poczucie bezpieczeństwa, które budować staramy się każdego dnia, a co jest zadaniem karkołomnym biorąc pod uwagę fakt, że on jest codziennie poddawany cierpieniu, jakiego nie rozumie.

Co ciekawe, pytanie o klapsy zrodziło się w naszych głowach w chwili, w której zaczynamy się czuć zupełnie komfortowo z filozofią ‚karnego jeżyka’ i kiedy Kacper zaczyna być bardziej otwarty na nasze uporczywe słowne tłumaczenia traktujące o tym, dlaczego nie powinien zachowywać się w jakiś konkretny sposób i dlaczego jego zachowania w danej sytuacji nie możemy zaakceptować – trzeba było widzieć jego zawstydzenie dzisiaj rano, kiedy został potraktowany wychowawczą gadką wygłoszoną przez tatę na temat niestosowności jego grymasów (ewidentnie wstał dziś przysłowiową lewą nóżką a wprowadziliśmy ograniczenie – żadnych wrzasków przed zakończeniem ciszy nocnej!). Robił tak uroczą minę (uroczą w tym zawstydzeniu właśnie), spuścił wzrok, no po prostu nic, tylko się rozpłynąć. Nieważne, że szybko zapomniał o ojcowskich słowach, o tym głębokim i szczerym ojcowskim kazaniu i wkrótce ponownie żartował sobie z instytucji ciszy nocnej, podstawowej dla sąsiedzkiej harmonii. Nic, bo choćby nie wiadomo co przeskrobał, nie moglibyśmy zrobić tego jemu, nie moglibyśmy zrobić tego sobie.