Zamiast się smucić…

nie możemy jednak przestać się śmiać, bo wszystko wskazuje na to, że Kacper przebaczył Po wszystkie jej niecne uczynki! Siedzi teraz w swoim bujaczku i łapie ją to za rączkę, to za nóżkę, gryzie i tym podobne i widać, że znów są przyjaciółmi. I w gruncie rzeczy nie chodzi tu o Po tak do końca (przynajmniej nam), ale o sam fakt, że Kacper te rączki wyciąga, łapie, dotyka, rzuca (dość nieśmiało jeszcze) i głaszcze i gryzie. Robi to wszystko, czego nie robił jeszcze dwa miesiące temu, a na co tak bardzo czekaliśmy. Zaczyna wchodzić w interakcję z otoczeniem, z nami (kacperkowe ‚cacy cacy’ zmiękczy serce największego twardziela), z zabawkami . Nie zadowala się już tylko patrzeniem. Jak na dłoni widać, że rehabilitacja przynosi oczekiwane efekty (na jednym ze zdjęć ostatnio dodanych można zauważyć osobę, której te efekty zawdzięczamy)!

Kacpra śmiech jest bardzo zaraźliwy. My się śmiejemy, bo Kacper się śmieje, a on się śmieje, bo widzi, że my się śmiejemy. Ile on ma w sobie radości, którą chce się dzielić z innymi! Cudowne chwile. Nawet z tym szpitalem jakoś sobie poradzimy, we trójkę, tak jak ze wszystkim.