Zróbmy sobie RTG

Kontrolne, kręgosłupa, kacperkowego, bo jego delikatne skrzywienie – póki co natury mięśniowej – należy mieć pod kontrolą.

Zapisaliśmy się na wczoraj, pojechaliśmy mimo upału. Nic to w końcu strasznego, gdzież tam takie prześwietlenie kręgosłupa porównywać choćby z przymierzaniem łusek na stopy. Okazało się jednak, że sprawa nie jest prosta, bo… w ośrodku (ponoć nie tylko tam), do którego się wybraliśmy prześwietlenie kręgosłupa dzieciom robi się na stojąco, co w wypadku naszego syna jest problematyczne, bo wszakże chłopak nie ustoi ani sekundy. W naszej naiwności mieliśmy takie wyobrażenie, że – jak za każdym razem – położymy Kacpra na tym zimnym stole, tata ubrany w ten ciężkawy fartuszek będzie go trzymał, wstrzymanie oddechu (chyba tylko taty), dwa pstryknięcia i po krzyku. Byliśmy w błędzie.

I siedzimy w tej recepcji, kobieta po drugiej stronie ‚lady’ mówi nam, że zdjęcie kręgosłupa to tylko na stojąco, my jej więc mówimy, że nasz syn nie stoi. Ona więc konsultuje się z radiologiem, ten to potwierdza – pacjent winien stać. I mówi, że może gdzieś w szpitalu jakimś, ale to nie u nich. Recepcjonistka nas przeprasza, mówi, że jej przykro – a nam różne myśli przechodzą przez głowę. Nie złościmy się, nie wdajemy w niepotrzebną wymianę zdań. Mimo wszystko dziękujemy za okazaną pomoc i ruszamy dalej. Jak zawsze. Godzimy się z takimi sytuacjami, bo jesteśmy zdania, że negatywne emocje nie są nam już do niczego potrzebne, moglibyśmy tam drzeć przysłowiowe koty, ale przecież i tak nam by tego prześwietlenia nie zrobili, skoro inaczej, niż na stojąco nie potrafią.

We wtorek udajemy się do ortopedy, tym razem specjalisty od skolioz, na pewno pokieruje nas w odpowiednie miejsce, w którym poradzą sobie z kacperkowym niedomaganiem.